Wiceprezes Agencji Nieruchomości Rolnych podał się do dymisji. To nie rozwiązuje problemu
Sprawa wydaje się prosta. Aukcja w Janowie była katastrofą, więc szef ANR podał się do dymisji. Czy oznacza to, że wszyscy miłośnicy koni arabskich powinni odetchnąć z ulgą? Niestety nie.
Jacek Szydlowski/Forum

Nie jest tajemnicą, że powodem dymisji szefa Agencji Nieruchomości Rolnych był przebieg niedzielnej aukcji Pride of Poland w Janowie. Ale ANR wciąż nie widzi problemu i utrzymuje, że aukcja była dużym sukcesem, a samo odwołanie przedstawia jako sprawę wyłącznie honorową: „Pan Tylenda prawdopodobnie uważał, że rzeczą honorową będzie podać się do dymisji, jeżeli po, naszym zdaniem, udanej od strony finansowej aukcji Pride of Poland i całym Święcie Konia Arabskiego pojawiły się zarzuty, które w naszym odczuciu są bezpodstawne” – mówił rzecznik prasowy ANR Witold Strobel. Dyplomatycznie.

Człowiek, który nie ma sobie nic do zarzucenia i dostaje wsparcie od reprezentowanej przez siebie organizacji, nie podaje się ot tak do dymisji. Zwłaszcza jeśli sądzi, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Pan Tylenda zdecydowanie kimś takim nie był.

Hodowla koni arabskich jest sprawą niszową, ale nie znaczy to, że każdy może się nią zajmować. Podczas konferencji prasowej, która miała miejsce po Pride of Poland, Karol Tylenda z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie zna się na koniach, umie tylko robić pieniądze. Jak widać, jego zdaniem osoby zasiadające w zarządzie nie muszą znać się na hodowli. Niestety taką opinię podziela część osób komentujących wydarzenia w Janowie.

Pogląd, że na czele szpitala nie musi stać wybitny chirurg, też jest dość powszechny. O ile w przypadku szpitali taki układ czasem działa, o tyle ostatnie wydarzenia dowiodły, że zasada ta nie odnosi się nijak do hodowli arabów.

Przed aukcją członkowie zarządu ANR mieli zdecydowanie dużo do powiedzenia. Wydaje się, że obecnie pierwsze skrzypce w zarządzaniu Janowem odgrywa zarząd ANR, który o arabach nie ma pojęcia. Krótko mówiąc: za skomplikowaną i delikatną sztukę hodowli wzięły się osoby, dla których konie są biegającymi na czterech nogach czekami, opiewającymi na duże sumy pieniędzy.

Zarząd nie rozumie, że sukces Janowa jest skutkiem troski o niezliczoną liczbę niuansów, dzięki którym osoby przyjeżdżające na aukcję czuły się do tej pory wyjątkowo i wiedziały, za co płacą. Takie decyzje jak wystawienie do sprzedaży Alerta, podwójna aukcja Emiry i Al Jezeery oraz próby zakulisowego wciskania koni kupującym – wszystko to sprawiło, że magia Pride of Poland w jednej chwili pękła jak mydlana bańka.

Aukcja była katastrofą. Nie z winy trenerów, prezesa Pietrzaka (który chyba w tym momencie pełni w stadninie funkcję drugoplanową) ani tym bardziej samych zwierząt. Winą należy obarczyć nowych członków zarządu ANR, wprowadzonych do agencji przez PiS. Jak na razie konsekwencje poniósł sam Tylenda, a to zdecydowanie nie wystarczy. Dopóki w zarządzie ANR są osoby, dla których Janów to wyłącznie intratny interes, przyszłość tego miejsca stoi pod dużym znakiem zapytania.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj