Doping
Mistrzowie w najpopularniejszych dziedzinach sportu osiągają zarobki, za które kupić by mogli wszystkich noblistów z ostatnich dziesięciu lat.

Było poprzednio o tym, jak to gniew sprawiedliwych spadł na jedynie winnych Rosjan zażywających we wszelkich sportach niedozwolonych środków wspomagających. Oczywiście wmieszać się musiały z potępieniem Rosjan także polskie organizacje sportowe. Trochę głupio im z tym wyszło, kiedy nasi naszprycowani ciężarowcy musieli wracać do kraju z nosem na kwintę. Na szczęście sprawa nie nabrała większego rozgłosu w atmosferze, w której wszyscy czepiali się wszystkich i nienawistny jazgot wzajemnych oskarżeń zagłuszał w Rio de Janeiro wszelkie radosne dźwięki samby. Porozmawiajmy więc tym razem nie o posądzanych, ale samym dopingu.

W „Paryżu XX wieku” Juliusza Verne wuj Huguenin tłumaczy swojemu siostrzeńcowi Michelowi Jerome Dufrenoy relacje między pociskiem i pancerzem. Im grubszy był pancerz, tym skuteczniejsze wyrabiano pociski do jego przebicia. Znowu więc udoskonalano pancerz i zaraz w odpowiedzi na to zaczynano poprawiać kule.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj