Reprywatyzacyjna patologia w stolicy
Bez „wkładki mięsnej”
To dobrze, że żyjemy warszawską aferą reprywatyzacyjną.

Od wybuchu bomby reprywatyzacyjnej dyskusja skupia się jednak albo na przepychankach politycznych (czy PiS wykorzysta kłopoty Hanny Gronkiewicz-Waltz do postawienia stopy w stołecznym ratuszu?), albo na przypisaniu odpowiedzialności personalnej (winni urzędnicy czy może jednak pani prezydent?). Zapominając przy tym o istocie problemu.

Otóż według szacunków ruchu Miasto Jest Nasze w trakcie „dzikiej reprywatyzacji” mieszkania komunalne „wyczyszczono” z ok. 40 tys. ludzi. Najczęściej odbywało się to przy użyciu metod dalekich od standardów cywilizowanego państwa prawa. Czyniąc z najsłabszych obywateli stolicy tzw. wkładkę mięsną do oddawanych w niejasnych okolicznościach budynków. Ale to wcale nie koniec.

Stowarzyszenia lokatorskie dowodzą też, że doliczyć do tego trzeba jeszcze prawie 100 tys. osób, które z powodu reprywatyzacji wepchnięto w zadłużeniową pułapkę. Mechanizm działał tak: aby mieć fundusze na obsługę roszczeń, miasto radykalnie podwyższało czynsze komunalne (od 2008 r.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj