Macierewicz postawił na Patrioty. Jednak jest jedno ale...
Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zapowiedział wysłanie do Waszyngtonu zamówienia na system rakietowy Patriot. Ukrył jednak haczyk, który może sprawić, że cała transakcja nie dojdzie do skutku albo znacznie się opóźni.
Raytheon/materiały prasowe

Sprawa zakupu systemu obrony powietrznej i antyrakietowej średniego zasięgu, pod kryptonimem Wisła, ciągnie się kilka lat. W finalną fazę weszła w 2013 r., kiedy przeprowadzono dwie tury dialogu technicznego z czterema oferentami. W czerwcu 2014 r., decyzją której pełnego uzasadnienia ciągle nie znamy, z postępowania usunięto dwóch – jako nie używanych w NATO. W kwietniu 2015 r. prezydent Bronisław Komorowski ogłosił, że Patriot pokonał francuski SAMP/T i to z jego producentem i rządem USA Polska będzie negocjować dalej. Rozmów nie zakończył rząd PO-PSL i przejął je z początku niechętny Patriotom Antoni Macierewicz.

Po ponad pół roku ogłosił jednak przełom, tłumacząc że nowy zarząd PGZ i jego resort przekonali Raytheona do inwestycji wartych ponad połowę gigantycznego kontraktu, który ostatnio w Sejmie wiceminister obrony szacował na 40 mld złotych. Dzisiejsze oświadczenie Macierewicza o rychłym wysłaniu podpisanego zamówienia na system może być więc odebrane jako jego kolejny sukces, który przybliża kupno Patriotów dla Polski. Jest w nim jednak pewien kruczek.

Według słów ministra, Polska zażyczyła sobie, by już pierwsze dwie baterie rakietowe, dostarczane od 2019 r., były wyposażone w cyfrowy system dowodzenia zwany IBCS. To najnowsze dziecko amerykańskich inżynierów i trzon przyszłego systemu obrony powietrznej sił lądowych (US Army), który ma być warstwowy i spięty siecią wymiany danych, czyli właśnie IBCS. Tyle że po pierwsze, robi go nie Raytheon a Northrop Grumman, a po drugie jest dopiero w fazie testów – co prawda niezwykle udanych – ale dalekich od produkcji i wprowadzenia do służby. Na pewno nie uda się to do roku 2019, kiedy Polska chce mieć pierwsze Patrioty z IBCS.

Dlaczego w ogóle Macierewicz tak podkreślał znaczenie amerykańskiego systemu dowodzenia? Polska chce mieć obronę powietrzną maksymalnie spójną z tym, czym w przyszłości będą dysponowali Amerykanie. W pierwszej kolejności chodzi oczywiści eo to, by w razie zagrożenia i przysłania do Polski wsparcia z USA spięcie obu systemów było bezproblemowe. Po drugie, by w razie potrzeby Polska na życzenie USA mogła je wspierać w misjach swoimi wyrzutniami przeciwlotniczymi. Znów kwestia spięcia systemów jest kluczowa. Ale jest i trzeci argument: nowoczesność w obronie powietrznej to wymiana danych między różnymi radarami (oraz innymi systemami wykrywania) i przekazywanie ich różnym wyrzutniom (i innym systemom zwalczania celów).

Patriot w obecnej postaci od dawna nie radzi sobie z tym najlepiej i siły zbrojne USA dobrze o tym wiedzą. Za kilka lat istniejący od trzech dekad i zasłużony Patriot będzie istniał w systemie tylko jako wyrzutnia i być może radar, o ile propozycji Patriota uda się wygrać nowy konkurs. Polscy wojskowi nie chcą wiązać przyszłości z odchodzącą konstrukcją, dlatego postawili wymóg sieciowego systemu dowodzenia. Pytanie, czy w ogóle realny.

Odpowiedzią na polski Letter of Request będzie odpowiedź rządu USA. Pentagon może powiedzieć – i najprawdopodobniej to zrobi – że nie da się dostarczyć Patriotów z IBCS-em za trzy lata. I przedstawić opcje: od „poczekajcie” do „zapomnijcie”, choć w biznesie handlu bronią nikogo nie zniechęca się na wstępnym etapie i raczej przeciąga negocjacje niż mówi „nie”. Ważne jest to, że Raytheon potrzebuje zamówień z zagranicy, choćby po to by finansować budowę radaru dookólnego, który ma stanąć w amerykańskim przetargu a potem być może trafi do Polski.

Bez poznania szczegółów LoR i amerykańskiej odpowiedzi trudno w ogóle dziś mówić o terminach, kosztach i realności całego przedsięwzięcia. To zaś kwestia przynajmniej kilku miesięcy. Reakcja przedstawicieli Raytheona po zapowiedzi Macierewicza wskazuje, że sami byli zaskoczeni jej treścią. Decyzję Polski nazwali ważnym etapem dla uczynienia z nas 14 kraju partnerskiego systemu Patriot, ale nie skomentowali oficjalnie ani kwestii IBCS ani nie odpowiadali na pytania reporterów. Sprzyja im międzyrządowy charakter zapoczątkowanego w trybue FMS procesu – komunikacją niech się martwi Pentagon. Wystrzałów korków od szampana w każdym razie nie słyszałem...

Bo manewr polskiego MON bardziej wygląda obecnie na kolejny chwyt negocjacyjny: „Weźmiemy niemłodego Patriota, owszem, ale tylko z supernowoczesną wkładką. Po tym jak dostarczycie pierwsze dwie ucyfrowione baterie, zastanowimy się czy kupić kolejnych sześć. A jeśli nie dacie rady, to w ogóle może nie być sprawy”. Pytanie jak do takiej polityki negocjacyjnej odniesie się rząd USA, jest osobną kwestią. Nie ma bowiem pewności, czy odpowiedź na LoR zostanie wysłana za rządów Baracka Obamy w Białym Domu i Asha Cartera w Pentagonie. Jeśli Obamę zastąpi Hillary Clinton, Polska może oczekiwać odpowiedzi wychodzącej naprzeciw naszym oczekiwaniom, choć raczej odkładającą finalizaję umowy w czasie. Jeśli prezydentem zostanie Donald Trump, to wziąwszy pod uwagę jego skrajnie transakcyjne nastawienie do polityki bezpieczeństwa, odpowiedź mianowanego przez niego sekretarza obrony może być nie tylko rozczarowująca, co bolesna. Kupujcie, co jest, albo... brońcie się sami.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj