Macierewicz wymienia szefa GROM i inspektora wojsk specjalnych. Amerykanom może się to nie spodobać
Specjalsi na celowniku ministra
Nieoczekiwane odwołanie dowódcy polskich wojsk specjalnych i szefa najbardziej znanej ich jednostki położą się cieniem na relacjach z USA, o ile nie zostaną dobrze uzasadnione.
GROM/materiały prasowe

Generała Piotra Patalonga spotkałem w środę w Kielcach koło południa. Był „w biegu”, porozmawiać się nie udało, bo – jak mówił – został pilnie wezwany do Warszawy. Kilka godzin później nie był już inspektorem wojsk specjalnych. Jednocześnie stanowisko stracił też dowódca jednostki wojskowej GROM, płk Piotr Gąstał. Obie decyzje odbiły się szerokim echem na MSPO, gdzie dobiegał końca Dzień Sił Zbrojnych i gdzie siły specjalne są jak zwykle silnie reprezentowane.

Powiedzieć, że to szok dla wielu wojskowych – to mało. Obaj oficerowie zajmowali swoje stanowiska od wielu lat: Gąstał szefował GROM-owi od 2011 r., Patalong był szefem wojsk specjalnych od 2010 r. – obecnie po reformie dowodzenia, ich inspektorem w Dowództwie Generalnym. Ma za sobą misje na Bałkanach i w Iraku, a na koncie liczne szkolenia i dyplomy z USA, Wielkiej Brytanii i Holandii. Gąstał służył w GROM niemal od początku, od 1991 r. Do służby przyjmował go sam gen. Sławomir Petelicki, twórca elitarnej jednostki, wtedy jeszcze podległej MSW.

Zarówno Gąstał jak i Patalong będą teraz w rezerwie kadrowej MON, pierwszy w dowództwie generalnym, drugi w dowództwie operacyjnym rodzajów sił zbrojnych. Obie dymisje komunikat MON tłumaczył „potrzebami sił zbrojnych” i obu dokonano pod nieobecność w Polsce formalnego przełożonego, dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych gen. broni Mirosława Różańskiego (przebywa z wizytą w Korei Południowej).

„Guzik tam wykorzystają ich kompetencje” – mówi mi chcący zachować anonimowość doświadczony oficer, zresztą też niedawno odsunięty od obowiązków i przeniesiony do rezerwy kadrowej. Dlaczego? Bo „specjalsi” to od początku bardzo osobny rodzaj sił zbrojnych, mający swój własny język, kulturę, własny świat. Mają lepsze uzbrojenie od kolegów z „zielonego” wojska. Inaczej się szkolą. Inaczej mówią, wykorzystując często amerykański żargon. Mogą nosić brody na misjach. Przez lata wszystko to było nawet powodem pewnej zawiści ze strony reszty wojska, że mają „za dobrze”.

Inwestycja w najmniejszy rodzaj sił zbrojnych była ze strony państwa decyzją polityczną, była to szansa – świetnie wykorzystana – na ścisłe związki z USA. Historia GROM jest dość dobrze znana i nie ma sensu jej tu przytaczać. Dość powiedzieć, że wojska specjalne, które z czasem rozrosły się do sześciu jednostek (JWK, GROM, Formoza, Nil, Agat, 7 Eskadra Działań Specjalnych), pozostają wizytówką i dumą polskiej armii. Najważniejszym tego efektem było podpisanie w 2009 r. porozumienia o współpracy z amerykańskim Dowództwem Operacji Specjalnych (USSOCOM) oraz objęcie dowództwa komponentu wojsk specjalnych sił reagowania NATO w roku 2015. Żołnierze JWK i GROM byli i są stale obecni w polskich misjach zagranicznych.

Dlatego każde zmiany u polskich „specjalsów” są przez Amerykanów bacznie obserwowane. Najważniejsi sojusznicy nie wahają się interweniować, gdy – według ich uznania – dzieje się źle. Tak było w 2013 r., kiedy dowódca amerykańskich sił specjalnych adm. William McRaven w liście do ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka protestował przeciwko planowanej reformie, likwidującej osobne dowództwo wojsk specjalnych w Krakowie.

Polska posłuchała wtedy Amerykanów tylko częściowo, zostawiając wydzielone dowództwo komponentu specjalnego armii, ale włączając ten rodzaj wojsk do dowództwa generalnego. Usunięcie dwóch długoletnich dowódców może być powodem do kolejnej reakcji z USA, zwłaszcza jeśli Amerykanom zostanie przedstawione równie lakoniczne uzasadnienie jak to zaprezentowane polskiej opinii publicznej.

Część mediów wiąże odwołanie Patalonga i Gąstała z wypadkiem, w wyniku którego zginął żołnierz GROM. Kapitan Jacek Motyczko, doświadczony komandos – zastępca dowódcy sekcji szturmowej, uległ śmiertelnemu wypadkowi w czasie ćwiczeń taktycznych w Gdańsku, które obserwował król Jordanii Abdullah II. Drugi żołnierz został wtedy lekko ranny. MON zaprzecza jednak, by odwołanie dowódców miało jakikolwiek związek z wypadkiem. Zarówno minister Macierewicz jak i odwołani w środę dowódcy oczywiście byli na pogrzebie oficera.

Zresztą Antoni Macierewicz, obecny szef MON – niegdyś minister spraw wewnętrznych – jest przez GROM-owców bardzo ceniony. Sam płk Gąstał w jednym z rzadko udzielanych wywiadów powiedział nawet, że to Macierewicz „uratował jednostkę przed zamknięciem” w 1992 r. Pierwszą większą operacją GROM na terenie Polski była... ochrona konwojów oficerów UOP przewożących dokumenty w czasie tzw. nocy teczek z 4 na 5 czerwca 1992 roku.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj