Granda na Legii. Kibole na poziomie Ligi Mistrzów pokazali swoją prowincjonalną gębę
To nie klęska piłkarzy kompromituje klub z Łazienkowskiej, ale zachowanie kibiców stołecznego zespołu.
Damian Kujawa/Newspix.pl

Ok. 170 zagorzałych fanów Legii Warszawa, a tak naprawdę bezmyślnych idiotów w klubowych szalikach i z zasłoniętymi twarzami, wyruszyło na wojnę z kibicami Borussi Dortmund jeszcze podczas meczu. Wydawało się, że zadymy i bójki na polskich stadionach, to już przeszłość. Kibice, czy jak nazywa ich policja pseudokibice, wyspecjalizowali się od paru lat w obrażaniu drużyn przyjezdnych hasłami na transparentach, wulgarnymi przyśpiewkami i skandowaniem niecenzuralnych obelg, ale siły w trakcie meczów nie używali.

Teraz nastąpił powrót do starych tradycji, swoista recydywa. Stadionowi debile próbowali się wedrzeć na trybunę zajmowaną przez niemieckich fanów, rozwalili przegrodę między trybunami i dopiero po interwencji policji zrezygnowali z naparzanki. Jeden z nich uciekając przed oddziałem prewencji, spadł na dach wozu transmisyjnego i złamał sobie nogę. Miał podwójnego pecha, bo dotychczas jest jedynym zatrzymanym w tej sprawie, usłyszy zarzuty i odpowie przed sądem.

Mamy nadzieję, chociaż nikłą, że zgodnie z zapowiedziami policja ustali innych sprawców gorszących wydarzeń i spotka ich za swoje rozwydrzenie surowa kara. Dotychczas jednak szumne obietnice, że policja schwyta stadionowych łobuzów przeważnie nie były dotrzymywane.

Prawdopodobnie UEFA  za incydenty na stadionie ukarze warszawski klub. Może nałożyć mandat finansowy, może nakazać, aby kolejne mecze odbywały się przy pustych trybunach, może wreszcie wykluczyć Legię z dalszych rozgrywek.

Ekipa z Warszawy już kilkakrotnie ponosiła konsekwencje wybryków swoich fanów. Szefostwo klubu pokornie płaciło, zapowiadało, że winnych wykluczy poza nawias kibicowskiej społeczności, ale potem wszystko wracało do normy. Sprawcy złych zachowań wciąż pojawiali się na stadionie i wszyscy zachowywali się jak dotknięci zbiorową amnezją. Teraz Legia znów ogłasza, że surowo rozliczy się ze swoimi debilami, pardon, kibicami. Dolary przeciwko orzechom, że skończy się na gadaniu.

Łobuzeria zatruwająca piłkarskie widowiska od października ubiegłego roku nabrała wiatru w żagle i czuje się mocno. W końcu wybory wygrali, ci, którzy wynieśli bywalców warszawskiej Żylety i fanatycznych trybun innych stadionów, na polityczne sztandary, jako prawdziwych patriotów i piewców dumnej, a do tej pory zakłamywanej historii. A tym patriotom-zakapiorom tak się już wszystko we łbach pokiełbasiło, że jak żołnierze wyklęci ruszyli w bój. Bo zobaczyli Niemców.

Do piłkarskiej Europy poszedł jasny przekaz: uwaga, uwaga, w tym kraju nad Wisłą atakuje jakaś nacjonalistyczna dzicz. Jaka tam dzicz, panowie. Po prostu banda równie bezkarnych co bezmyślnych prowincjonalnych chuliganów spod znaku dumnej Legii.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj