Legia tragedia
Mecz z Borussią dowiódł, że na salonach Ligi Mistrzów Legia nie potrafi się zachować.
Kamil Piklikiewicz/EAST NEWS

Mecz z Borussią dowiódł, że na salonach Ligi Mistrzów Legia nie potrafi się zachować.

Po skandalu na meczu z Borussią klub spodziewa się, że kara minimum to zamknięcie Żylety i około 200 tys. franków grzywny.

W Legii Warszawa pożar goni pożar. Mistrz Polski, najbogatszy klub w kraju (ubiegłoroczne przychody Legii to 110 mln zł; średnia pozostałych zespołów Ekstraklasy – 37 mln), stacza się po równi pochyłej. Klęska 0:6 z Borussią Dortmund na inaugurację fazy grupowej Ligi Mistrzów była najbardziej dotkliwą porażką Legii w historii meczów pucharowych. W lidze po 9 kolejkach jest na 14. miejscu – tak źle na tym etapie rozgrywek nie było jeszcze nigdy w ligowych dziejach klubu.

Za winnego beznadziejnej formy uznano albańskiego trenera Besnika Hasiego, został więc elegancko zwolniony przez prezesa Bogusława Leśnodorskiego za pośrednictwem Twittera. Piłkarzy zwolnić się nie da, a paru by się przydało. Polityka transferowa Legii jest zupełnie niezrozumiała. Przed sezonem, w perspektywie gry w Lidze Mistrzów, Legia w ostatniej chwili sprowadzała zawodników, którzy mieli zaległości treningowe, a mimo to od razu grali. Absurd sięgnął szczytu w meczu z Borussią – od pierwszej minuty wystąpił świeżo sprowadzony Gruzin Waleri Kazaiszwili, który w ogóle nie znał kolegów z zespołu, więc krzyczał do nich na boisku „po numerach”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj