Uniwersytecki produkcyjniak
Jak zawsze, gdy biurokracja podnosi głowę, budzą się demony kunktatorstwa, oportunizmu i karierowiczostwa.

Z okazji nowego roku akademickiego kilka słów o wielkiej przemianie w życiu akademickim, której jesteśmy świadkami. Oto akademia krakowsko-częstochowska zmienia się nam w akademię radziecko-amerykańską. Lenistwo, gnuśność i nepotyzm odchodzą w przeszłość, ustępując walce o granty i punkty, biurokratycznemu drylowi i surowemu systemowi kontroli. Nadeszła epoka wydajności, transparencji i równego traktowania. A jednocześnie epoka ciągłego nadzoru, lęku przed utratą pracy, anonimowych donosów i dominacji biurokratów. Żegnaj dżumo, witaj cholero!

Kiedyś profesor to miał klawe życie. Przyjeżdżał sobie z domu w miejscowości powszechnie uważanej za wypoczynkową raz w tygodniu do miasta, wygłaszał wykład, odbywał seminarium i w zasadzie mógł już wracać. Czasami jeszcze jakieś zebranie, ale jakby nie poszedł, to świat by się nie zawalił. Wszyscy mu się w pas kłaniali, a wszelkie obowiązki wykonywał na nieśmiałą prośbę dziekana, do której łaskawie się przychylał. Na radach wydziału i komisjach mógł chromolić od rzeczy, czym jedynie potwierdzał swój status czcigodnego dementy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj