Komitet centralny marszu
Nie przypuszczałem, że taki jestem uczuciowy, ale żal mi się Anglików zrobiło.

Kilka chwil oglądałem w telewizji uroczystości Dnia Pamięci w Londynie, podczas których uczczono żołnierzy poległych w obu wojnach światowych. Była rodzina królewska, rząd z panią premier, politycy opozycji, prymas Kościoła anglikańskiego i mnóstwo innych ludzi – zapewne różnych przekonań. Uroczystość okazała się zupełnie nieudana. W ogóle nie odpalano rac w kolorach narodowych ani w żadnych innych. Nikt nie podeptał i nie spalił flagi zaprzyjaźnionego kraju. Nie było chlania piwa, kominiarek ani bluz z napisem „Śmierć zdrajcom narodu”. Nie znalazł się odważny, który uznałby się za nowego Churchilla. Arcybiskup nie trąbił o cywilizacji śmierci i nie tylko nie porównywał aborcji do nazizmu, ale nawet o niej nie wspomniał. Było za to dużo pięknych kwiatów, wiadomo jednak, że nie o to chodzi w patriotycznych uroczystościach.

Jak bogato i bez kompleksów przy tych niemrawych angielskich obchodach wypadło nasze Święto Niepodległości. W samej tylko Warszawie przeszły trzy marsze.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj