98 lat temu Polki otrzymały prawa wyborcze. Nie był to prezent, ale efekt starań rzeszy kobiet
Parasolki są od bicia
Raz dane nam prawo musi być pilnowane, musimy o nie dbać i liczyć się z tym, że w każdej chwili będziemy musieli go bronić.
Parasol, symbol kobiecej rewolucji
Krzysztof Zuczkowski/Forum

Parasol, symbol kobiecej rewolucji

Zacznijmy od tego, że kobiety praw obywatelskich nie dostały w prezencie za dobre sprawowanie na pierwszej wojnie światowej. To nie był podarek od kochającego wujcia Józia, tylko efekt wieloletnich starań i nacisków rzeszy kobiet.

Protesty sufrażystek

Co ciekawe, wpływ na to miały działania zarówno w Polsce, jak i na świecie. Kobiety na całym świecie pracowały na rzecz równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Ruch sufrażystek zaczął stanowić realną siłę. Początkowo wyśmiewaną, bagatelizowaną, wreszcie wziętą pod uwagę, głównie ze względu na męskie głosy poparcia.

Jak w powiedzeniu Gandhiego: „Najpierw cię ignorują, potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. Później wygrywasz”. Tak było choćby w Wielkiej Brytanii, gdzie jedna z bardziej znanych emancypantek, Emelline Pankhurst, notorycznie lądowała w więzieniu za pikietowanie siedziby władz. W zamknięciu prowadziła strajk głodowy. O jej życie bali się strażnicy i żeby im nie umarła – dopiero byłby skandal! – to przymusowo ją dokarmiali, jak przy tuczu gęsi: wpychali po prostu rurkę w gardło i wlewali zupę. Wygrana jej i wielu sprzymierzeńców nastąpiła tak naprawdę dopiero po 1928 roku, kiedy kobiety uzyskały pełne prawa wyborcze.

Dekret Józefa Piłsudskiego

A w Polsce? Wywalczono je 28 listopada 1918 roku na skutek dekretu Tymczasowego Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Pierwsze wybory odbyły się 26 stycznia 1919 roku. Co ciekawe, w Polsce walka sufrażystek odbywała się mniej więcej w tym samym czasie co w pozostałych regionach świata, ale sukces przyszedł szybciej niż na przykład w Stanach Zjednoczonych.

Ważną postacią, która przyczyniła się do tego stanu rzeczy, była Paulina Kuczalska-Reinschmit. W swoim piśmie „Ster”, którego redakcja mieściła się w Warszawie, ogłaszała artykuły dotyczące pełni praw kobiet. Była druga połowa XIX wieku. W późniejszych latach na pewno równie ważną rolę w zmianie dekretu odegrał Zjazd Kobiet w 1917 roku, który pokazał, że panie mogą tworzyć wyraźną siłę polityczną.

We wspomnieniach Aleksandry Piłsudskiej, drugiej żony Marszałka, czarno na białym widnieje: to między innymi dzięki niej Polki mogą głosować i zasiadać w ławach sejmowych.

„Zacięta feministka”, jak lubiła o sobie mówić, broniła przede wszystkim kwestii aktywnego udziału kobiet w wojsku. Józef Piłsudski twierdził zaś, że kobiety nie będą racjonalnie wykorzystywały swoich nadanych w przyszłości praw, ponieważ „mentalność kobiety z natury jest konserwatywna i łatwo jest na nią wpływać”. Podobnie miało być z czynnymi i biernymi prawami wyborczymi – po co rozchwianym istotom możliwość decydowania? Jednak to właśnie Marszałek, powołaniem na premiera Jędrzeja Moraczewskiego, przyczynił się do nadania praw wyborczych i możliwości zasiadania w parlamencie. Artykuł pierwszy dekretu wyborczego głosił, że „wyborcą jest każdy obywatel państwa bez różnicy płci”. I kobiety skorzystały z tego prawa od razu.

Parasolka – symbol kobiecej rewolucji 

Zastanawiałam się zawsze, czy w Polsce feministki były również targane za suknie po ulicy w czasie pikietowania, i czy ewentualne aresztowania przyczyniły się do nadania praw wyborczych. Ciekawa jest tu również historia parasolki jako symbolu rewolucji kobiecej.

Delegacja kobiet stukała Piłsudskiemu w okna, kiedy ten przetrzymywał je pół nocy na mrozie, zamiast wpuścić do domu i wysłuchać ich żądań. Ciekawe, że 90 lat później pielęgniarki też stukały – tym razem butelkami – pod budynkiem premiera, walcząc o swoje prawa w czasie protestu „Białego Miasteczka”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj