Dlaczego w kopalni miedzi Rudna doszło do takiej tragedii?
Ceny miedzi szaleją – śmierć też
W tym roku 17 górników miedzi odeszło na wieczną szychtę. W uznawanych za bardziej niebezpieczne kopalniach węgla kamiennego – dziesięciu.
Tak wielka tragedia jak w Rudnej w Polkowicach jeszcze nigdy tylu ofiar za jednym zamachem nie zagarnęła.
Forum

Tak wielka tragedia jak w Rudnej w Polkowicach jeszcze nigdy tylu ofiar za jednym zamachem nie zagarnęła.

Tak wielka tragedia jak w Rudnej w Polkowicach jeszcze nigdy tylu ofiar za jednym zamachem nie zagarnęła. Kopalnie rud miedzi uchodzą za stosunkowo bezpieczne, a podziemne żywioły wydawały się dotąd z miedziowymi górnikami dużo bardziej zaprzyjaźnione niż z ich kamratami w kopalniach węgla kamiennego. Tak było do ostatniego wtorku.

W tym roku dotychczas w kopalniach Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi w Lubinie śmierć zabrała 9 górników. W węglowych, gdzie zatrudnia się wielokrotnie więcej pracowników – 10. W ubiegłym roku w węglu kamiennym zginęło 12 górników. W miedzi 2.

29 listopada zmienił te proporcje – po raz pierwszy na niekorzyść miedzi. Nieszczęście przyszło nie przy wydobyciu, ale w podziemnych warsztatach remontowych, na głębokości 1050 m – gwałtowny wstrząs górotworu i sprowokowane nim tąpnięcie przyniosło śmierć 8 górników, a kilku innych doznało ciężkich obrażeń. Tąpnięcie spowodowało zawalenie się przestrzeni, w której ludzie pracowali. Wszystko zostało zmiażdżone, tak jakby ktoś nagle, w zwisających nad nimi skałach, odpalił ładunki wybuchowe.

Tragiczny wtorek tworzy nowy, niespodziewany bilans. W kończącym się roku 17 górników miedzi odeszło na wieczną szychtę. Z kopalni węgla kamiennego – 10.

Dlaczego w kopalni miedzi Rudna doszło do tragedii?

Co będzie dalej? Kiedy 40 lat temu uruchamiano kopalnię Rudna, rudę wydobywano z pokładów na głębokości 600–650 metrów. Dzisiaj trzeba już sięgać po nią grubo ponad kilometr pod ziemię. Tym samym musiały pojawić się nowe niebezpieczeństwa, z którymi nasze górnictwo jeszcze się dotąd nie zmierzało.

Już samo gigantyczne ciśnienie robi swoje. Dodatkowo nasze struktury geologiczne mniej sprzyjają eksploatacji – na porównywalnych głębokościach temperatury są sporo wyższe niż w podobnych kopalniach RPA czy Kanady. Od dziesięcioleci z miedziowych kopalni wyciągamy na powierzchnię ponad 30 mln ton rud każdego roku. Geologowie powiedzieliby dosadnie, że w tym wymiarze, w takim stopniu, naruszamy pierwotną równowagę górotworu. Od czasu do czasu Matka Ziemia się buntuje. Okazuje się, zawsze niespodziewanie, że zarówno tu, jak i w kopalniach węgla kamiennego takie ingerencje nie zawsze są bezkarne.

Wielka strata, niewyobrażalny ból… Górnicy osierocili 12 dzieci. Jeden z zabitych pracował w Rudnej niespełna miesiąc. Żywioł nie zna litości.

Wypadki w kopalniach. Kogo winić?

A tak pięknie mógł się ten rok zakończyć – ceny miedzi na rynkach szaleją po latach zapaści. Głównie za sprawą Donalda Trumpa, prezydenta elekta, który zapowiedział gigantyczne inwestycje infrastrukturalne w USA, do czego miedź jest niezbędna. Już sama ta obietnica pociągnęła za sobą natychmiastowy skok surowca z 5 tys. do 5,6 tys. dol. Potem notowania już tylko rosły. W ostatnich dniach na londyńskiej giełdzie metali tona dochodziła do 6 tys. dol.

Dla KGHM to była gwiazdka z nieba. Kombinat produkuje bowiem blisko 500 tys. ton miedzi w kraju i około 160 tys. ton z kopalni odkrywkowych w Sierr Gorda w Chile – ta chilijska produkcja trafia do Japonii. Koszt wyprodukowania tony miedzi w polskich zakładach KGHM dochodzi już do… 5 tys. dol. Zwiększając produkcję, można więc byłoby na końcu roku naprawdę dobrze zarobić. Poprawić wynik.

Wszystkie przypuszczenia i domysły rozwiąże rzecz jasna śledztwo, ale doświadczenie z węglem kamiennym podpowiada, że nacisk na produkcję, akord na tony, tony ton – może rozluźniać czasem górniczą dyscyplinę i osłabiać czujność. Bywało, że na taki czas, czas gonienia planów lub wizji dodatkowych zarobków, do reguł podziemnej sztuki górniczej podchodzi się lekceważąco. Wierzmy, że nie banalna bezmyślność stała się dodatkowym przyczynkiem wtorkowej tragedii. W jej ocenie fachowcy wezmą pod uwagę także tzw. czynnik ludzki, który – według Wyższego Urzędu Górniczego – odpowiada za większość groźnych wypadków pod ziemią.

Bezlitosną ironią losu jest statystyka, która mówi, że w historii wypadków górniczych stosunkowo dużo wydarzyło się ich w okolicach Barbórki i końca roku. Barbórka… Górnicze legendy snują taki wątek, że patronka górniczej braci lubi czasem zapraszać kamratów do swego świątecznego stołu. Może szczególnie lubi tych bardziej rozwichrzonych, których myśli częściej są zajęte sprawami toczącymi swój bieg na powierzchni… Jeśli tak jest, to opiekuj się nimi, święta Barbaro, szczególnie i przytul do serca, tak jak my przytulamy do serca tych, którzy zostali na górze.

Szczęść Boże od POLITYKI. Wszystkim.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj