Koniec niezależności sądu konstytucyjnego w Polsce
Dlaczego dla Prawa i Sprawiedliwości niezależny Trybunał jest taką solą w oku?
PiS podporządkował sobie Trybunał Konstytucyjny
Adrian Grycuk/Wikipedia

PiS podporządkował sobie Trybunał Konstytucyjny

Uchwalona przez Sejm 13 grudnia ustawa – Przepisy wprowadzające ustawę o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz ustawę o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego – to odpowiedź PiS na rzekomą niezdolność Trybunału do wyłonienia nowego prezesa zgodnie z literą obowiązujących ustaw.

Ani wybór prezesa spośród puli kandydatów przedstawionej przez zespół sędziowski, ani pełnienie funkcji prezesa TK przez wiceprezesa TK nie może zagwarantować Prawu i Sprawiedliwości, że Trybunał będzie z nim współpracować i poprze jego pomysły.

Stąd decyzja, by po 19 grudnia powołać „sędziego pełniącego obowiązki Prezesa Trybunału”. Można to interpretować jako wprowadzenie „zarządu komisarycznego” w Trybunale, zwłaszcza że na „sędziego pełniącego obowiązki Prezesa Trybunału” spadnie niewdzięczne zadanie wszczęcia likwidacji Biura Trybunału.

Wojna PiS z Trybunałem: o co chodzi?

Dlaczego dla Prawa i Sprawiedliwości niezależny Trybunał jest taką solą w oku? Ostatni wyrok przedstawiony za prezesury Andrzeja Rzeplińskiego zawiera między innymi decyzję o umorzeniu skargi konstytucyjnej na przyspieszony tryb procedury legislacyjnej w procesie prawodawczym złożonej równolegle przez Rzecznika Praw Obywatelskich i Nowoczesną.

Regulamin Sejmu RP umożliwia taki sposób procedowania (decyduje marszałek Sejmu), ale ze względu na brak możliwości konsultacji czy społecznej debaty tryb ten powinien być wykorzystywany tylko w ostateczności. Przy okazji tzw. małej ustawy medialnej przyspieszenie trybu prac z pewnością nie wiązało się z ważnym interesem społecznym. Dziś jesteśmy już przyzwyczajeni do uchwalania aktów prawnych na jednym posiedzeniu Sejmu, ogłoszonych dwadzieścia cztery godziny wcześniej – taki tryb procedowania spodobał się Prawu i Sprawiedliwości.

Dlaczego Trybunał zdecydował o umorzeniu skargi na niekonstytucyjność ustawy ze względów proceduralnych? Jak podkreślają konstytucjonaliści, zarzuty w tej sprawie były poważne i mogłyby skutkować uchyleniem ustawy w całości. Taki wyrok uderzałby jednak we wszystkie ustawy uchwalane w takim trybie – a także ustawy odwołujące się do tych aktów prawnych, jak np. ustawa budżetowa.

Co dalej z Trybunałem?

Można sobie wyobrazić chaos, jaki by to wprowadziło. Ustaw uchwalanych w trybie pilnym jest coraz więcej. Nie podlegałyby one co prawda automatycznemu zakwestionowaniu (wtedy mielibyśmy wręcz do czynienia z „efektem domina” paraliżującym funkcjonowanie państwa), ale i tak pojawiłby się swego rodzaju precedens, ułatwiający kwestionowanie tego typu aktów w przyszłości. Obywatele otrzymaliby od najwyższej instancji sygnał, że ustawy nie są uchwalane w trybie gwarantującym poszanowanie kultury prawnej czy ich własnych praw. Trybunał zauważył, że „dochowanie demokratyzmu przy uchwaleniu ustaw staje się ostatnio coraz większym problemem”. Umorzył jednak skargę, podkreślając możliwość rozpoznawania tej kwestii w przyszłości.

Co dalej z Trybunałem Konstytucyjnym? Wiele zależeć będzie od „sędziego pełniącego obowiązki Prezesa”, którym zostanie najprawdopodobniej osoba pobłażliwie patrząca na legislacyjną galopadę Prawa i Sprawiedliwości. W tej sytuacji Trybunał Konstytucyjny najprawdopodobniej przestanie funkcjonować jako niezawisła instancja kontrolna. Tę rolę przejmie Sąd Najwyższy, trochę tak jak w Stanach Zjednoczonych.

Jednak żeby akty prawne trafiły do rozpatrzenia przez Sąd Najwyższy, będą musiały przejść wcześniej całą drogę przez niższe instancje sądów. W tym sensie tzw. model kelsenowski, z Trybunałem zdolnym do zajmowania się ustawami na podstawie skarg konstytucyjnych czy wniosku prezydenta nawet jeszcze przed wejściem aktów prawnych w życie, wydaje się bardziej efektywny.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj