Wesołych narcyzjów!
Święta stały się luksusową psychoterapią zestresowanych i rozkapryszonych mieszczan, którzy poza sobą świata nie widzą.

Święta noworoczne, skrzętnie dziś rozdzielone na sakralne Boże Narodzenie i laicki Nowy Rok, stały się wielkim Świętem Człowieka. Nie dość, że „ma granice Nieskończony”, bo cudem pomieścił się w śmiertelnej powłoce (absolut wszystko potrafi!), to jeszcze lud cały jakiś wypiękniały w ten czas. Człowiek wśród tych świątecznych światełek zda się istotą łagodną i pobożną, wzniosłą a pokorną. Ideał! Wszystko to chwieje się na granicy herezji-bluźnierstwa, ale cóż robić, skoro taka jest wola ludu.

Lud nie wierzy już w nie-ludzkich bogów, lecz za to uwierzył w Mikołaja, owego „świętego tureckiego”, który na szczęście nie istniał, dzięki czemu właśnie można i należy w niego wierzyć. Na bezwierzu i Mikołaj wiary godny. Przez trzy tygodnie błąka się biedaczysko po placach i sklepach, coś tam dając i sprzedając, by umilić nam czas oczekiwania na Dzieciątko. Potem dyskretnie usuwa się w cień ów turecki czy lapoński (kto go tam w końcu wie) stańczyk w błazeńskiej czapie.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj