Halo, tu Lizbona!
Kaczyński i Salazar mają to i owo wspólnego, ale więcej jest różnic, porównywanie na serio byłoby bez sensu.

„Niezwykły to dyktator, nie przypomina ani Mussoliniego, ani Hitlera, ani Stalina. Nie jest wojskowym i nie uważa się za geniusza wojskowego z Bożej łaski. Jest człowiekiem cywilnym, nie porzucił swoich dawnych zwyczajów ani sam nie przywdział munduru, ani też nie zorganizował sobie sił zbrojnych…”. Był „dobrym wychowawcą swego narodu”. Byłbyż to prezes kochany – Jarosław Kaczyński? Nie, bohaterem tych słów był Antonio Oliveira Salazar, dyktator Portugalii, a ich autorem – Stanisław Kozicki (1876–1958), działacz Narodowej Demokracji, współpracownik Romana Dmowskiego.

Kaczyński zapewne przejdzie do historii, ale jako kto? Zbawca? Szkodnik? Autokrata? A może po prostu polski Salazar? Absurd – powie ktoś, kto wie, jakie są między nimi różnice. Salazar rządził w czasach faszyzmu i komunizmu. Kaczyński – po ich upadku. Salazar był wysoki, szczupły, przystojny. Nie pochodził ze stołecznej inteligencji, tylko z bardzo biednej rodziny na wsi.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną