szukaj
Wódz na czele demokratów? Pora skończyć z takim typem lidera
Po poważnych wpadkach Kijowskiego i Petru, bladych występach Grzegorza Schetyny, jedna rzecz staje się jasna: czas, żeby „męski“ model pojedynczego, arbitralnego, nietłumaczącego się ze swoich decyzji i niekonsultującego z nikim przywódcy odszedł do lamusa.
Model charyzmatycznego przywództwa przedstawił w 1919 roku niemiecki socjolog Max Weber
Mirosław Gryń/Polityka

Model charyzmatycznego przywództwa przedstawił w 1919 roku niemiecki socjolog Max Weber

Czas powiedzieć to jasno. Fakturom Kijowskiego czy wyskokom na Maderę Ryszarda Petru bliżej jest do zachowań Donalda Trumpa niż do demokratycznych standardów przejrzystości i rozliczności (transparency and accountability), których skądinąd bronią ich własne formacje.

Taki styl przywództwa przyczynia się do powiększania dystansu między nimi a oddolnymi strukturami. Tymczasem lokalni działacze – szczególnie to widać w nowych ciałach, takich jak Nowoczesna czy KOD – są pełni inicjatywy, decyzyjni i coraz mniej skłonni czekać na to, co powie „szef”. W odpowiedzi na przecieki o fakturach zwykli „KOD-erzy” wzruszają ramionami i podkreślają, że „KOD to my, a nie Kijowski…”.

„Nowi autokraci” eksploatują system wodzowski

To zresztą światowy trend w rozwoju demokracji. Powszechna krytyka „elit”, interaktywny i powszechny udział w mediach, standard dostępu do informacji i rosnąca świadomość polityczności wśród zwykłych zjadaczy chleba – zrodziły nową jakość demokratycznej partycypacji.

Najlepiej widać to tam, gdzie wszystko zaczyna się od zera, ale zmiana sięga kolejnych szczebli władzy. Z tego punktu widzenia wybór „nowych autokratów” – Orbána, Trumpa, Kaczyńskiego, Borisa Johnsona (jako twarzy kampanii na rzecz Brexitu) – to po prostu ostatnie podrygi doprowadzonego do absurdu paradygmatu wodzowskiego. Pod ich panowaniem model ten zostanie tak wyeksploatowany, że ostatecznie się wyczerpie – z perspektywy historyka idei trudno sobie wyobrazić, by po przezwyciężeniu tej tendencji jednoosobowe przywództwo komukolwiek jeszcze kojarzyło się pozytywnie z demokracją.

Przypomnijmy: model charyzmatycznego przywództwa przedstawił w 1919 roku niemiecki socjolog Max Weber w słynnym wykładzie „Polityka jako zawód i powołanie”. Wskazywał on na dwa typy uprawiania polityki w kształtujących się właśnie ustrojach demokratycznych: polityka charyzmatycznego i zawodowego. „Kierowanie partiami przez plebiscytowych [czyli charyzmatycznych] przywódców powoduje »pozbawienie duszy« stronników, można by rzec – ich duchową proletaryzację. (…) Ale wybór jest tylko jeden: albo demokracja z przywódcami, ale i z »machiną«, albo demokracja bez przywódców, to znaczy panowanie »polityków zawodowych« bez powołania, bez wewnętrznych, charyzmatycznych walorów, które cechują właśnie przywódcę” – argumentował.

Moglibyśmy dać się zwieść tej dychotomii – w końcu w niej się wychowywaliśmy, dorastaliśmy. To w tym paradygmacie politycznym uczyliśmy się, czym polityka jest. Ale paradygmaty też ewoluują. Przedstawiony przez Webera opis państwa, w którym jest miejsce na władztwo „zawodowe” lub „charyzmatyczne” (ale już nie na trzecią opcję), nie całkiem zgadza się z naszymi dzisiejszymi odczuciami: „Państwo, podobnie jak poprzedzające je historyczne związki polityczne, to oparty na środkach prawomocnej (to znaczy: traktowanej jako prawomocna) przemocy stosunek panowania ludzi nad ludźmi. Aby mogło istnieć, ludzie poddani panowaniu muszą więc podporządkować się autorytetowi, jaki przypisują sobie ci, którzy w danym wypadku panują”.

W XXI wieku wcale nie jesteśmy tacy skłonni do tego, by nad nami panowano czy by podporządkowywać się autorytetom. A i „prawomocna przemoc” w dobie praw człowieka kolejnych generacji jest czym innym, niż była w 1919 roku, zaraz po szaleństwach Wielkiej Wojny…

Kobiety za mało widoczne

Ta niechęć do relacji panowania wyraża się najprościej w coraz wyraźniejszej preferencji dla kobiet liderek: w „męskocentrycznych” społeczeństwach to mężczyźni kojarzą się z panowaniem, kobiety raczej z zarządzaniem, i te nadzieje projektujemy na politykę.

Pojawiają się też konstrukcje w rodzaju par współprzewodniczących (w Polsce przede wszystkim Zieloni, ale także Twój Ruch) czy rozszerzanie zdolności kierowniczych na ciała zarządcze, jednak z wyraźnie prezentowanymi osobowościami (gdyby nie fiksacja na Ryszardzie Petru jako przywódcy Nowoczesnej, lepiej widać byłoby kobiety – wiceprzewodniczące tej partii, które w ciekawy sposób podzieliły się kompetencjami i sensownie kierują swoimi odcinkami działań). Oddolna, rozproszona decyzyjność KOD wyraża się m.in. we wspieraniu lokalnych Strajków Kobiet czy w akcji Strajku Obywatelskiego. Ciekawie w tendencję tę wpisuje się też autonomiczne działanie Obywateli RP i skuteczne porozumienie w działaniu z innymi podmiotami protestującymi pod Sejmem…

Coraz częściej bowiem w nowych ruchach społecznych czy organizmach politycznych uwidacznia się tendencja do rozpraszania decyzyjności i przywództwa sieciowego. To okazuje się zresztą bardzo praktyczne. Jeśli jeden z liderów nie stanie na wysokości zadania (a w dobie mediów społecznościowych i imperatywu przejrzystości to naprawdę trudno ukryć), charyzma pozostałej, powiedzmy, piątki pozwoli utrzymać całą organizację na powierzchni. Tego rodzaju elastyczności brakuje partiom starego typu, które wciąż funkcjonują w weberowskim modelu napędzanym jednostkową charyzmą.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj