szukaj
Granciarze i stypenderki
Lektura wniosków stypendialnych oraz wyników konkursów na granty dla filozofów od lat dostarcza mi szczerej uciechy.

Ja już umrę bez grantów i stypendiów. Powali mnie frustracja i nędza. No, ale jak mam brać granty, skoro do napisania książki nic mi, prócz weny, nie trzeba? I jeszcze mi pensję płacą, żebym sobie mógł te książki pisać... Tyle że mało płacą, a tu człowiek chciałby być „klasa średnia”. Nie będą już płacić więcej, bo nastał w nauce nowy ustrój. Masz pisać, filozofie i fizyku, „wnioski grantowe” i rywalizować z kolegami o dotacje. Jak wygrasz i grant dostaniesz, to i dochód będzie. Byleby tylko jeszcze publikacje z tego były i szafa gra. Od grantu do grantu, tu na roczek, tam na dwa. Od artykułu do artykułu. Kariera w podskokach.

Ale żeby taki grant dostać, to trzeba się nauczyć, jak napisać wniosek, coby się spodobał recenzentom. Od czego są płatne kursy pisania wniosków! Dziś, żeby przetrwać na uniwersytecie, trzeba opanować tę sztukę. Najpierw musisz wymyślić jakiś chodliwy temat, potem napisać jakiś durnowaty elaborat, wymodzić kosztorys taki, żeby zarobić się dało, i jeszcze po świecie pojeździć, właściwych kolegów jako „wykonawców” sobie dobrać (takich, co o tobie nie zapomną, gdy sami kiedy grant dostaną), no i już można składać.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj