szukaj
Przełomowy moment sejmowego kryzysu. Cztery tygodnie protestów od środka
W Sejmie zgaszone jest światło, lecz nie przeszkadza to w codziennej transmisji na żywo za pomocą tabletów i telefonów komórkowych.
Piotr Małecki/Polityka

W Sejmie zgaszone jest światło, lecz nie przeszkadza to w codziennej transmisji na żywo za pomocą tabletów i telefonów komórkowych.

Wojtek przyszedł pierwszej nocy i wrósł w pejzaż. Nosił znaczek KOD, ale zaraz doczepił ten od Obywateli. Pracuje w biurze turystycznym, dlatego na kilka dni znikł. Pojechał do Londynu z wycieczką Hiszpanów. Obiecał, że zaraz po powrocie znów stanie przed Sejmem, bo uznał, że tu jest jego miejsce.

Któregoś wieczoru przychodzi nawet młoda Meksykanka. Prosi o mikrofon i przemawia łamiącym się ze wzruszenia głosem. Jej słowa są tłumaczone. Mówi, że wspiera ten protest i go rozumie. W moim kraju – opowiada – kilkudziesięciu lewicowych studentów protestowało, a później zniknęli. Prawdopodobnie zostali zamordowani, w czym udział miała lokalna władza. Po policzkach płyną jej łzy, a wraz z nią nad losem meksykańskich studentów płaczą ludzie przed polskim Sejmem.

O świcie we wtorek 20 grudnia policja spycha Obywateli RP na drugą stronę ulicy Wiejskiej. Strażacy gaszą koksowniki, a wejście do Sejmu odgradzają od ulicy metalowymi barierkami. By zapewnić samochodom parlamentarzystów możliwość wyjazdu.

Pomiędzy budynkami pojawia się ok. 2 tys. policjantów. Dziennikarze mogą już wejść do Parlamentu, ale żeby nie mogli pokazać protestujących, zamknięto prze nimi galerię. A na niej Bartosza Arłukowicza, który nad ranem poszedł tam w spokoju się zdrzemnąć.

W takich okolicznościach przez dwa dni obraduje Senat. Gdy kończy się jego posiedzenie, na sali plenarnej przestaje działać ogrzewanie. Marszałek decyduje o niewydawaniu mediom jednorazowych przepustek. Zamykanie kolejnych drzwi labiryntu odcina protestujące posłanki od najbliższej toalety. Po krótkiej naradzie przedstawiciele partii opozycyjnych uznają, że odtąd toaleta męska w kuluarach będzie koedukacyjna, żeby kobiety nie musiały biegać na piętro albo do łazienki obok szatni.

W środę znikają barierki, które ludzie zdążyli już nazwać płotem hańby i udekorować czerwonymi goździkami oraz naklejkami z hasłami opozycji. Między budynkiem administracyjnym Sejmu (tym gdzie jest Biuro Przepustek) a Nowym Domem Poselskim zostaje zamontowana przesuwna krata. Posłowie do swoich pokoi muszą odtąd iść przez Wiejską, Frascati i Senacką.

Jest tuż przed świętami, więc protestujący posłowie muszą się poważniej zorganizować w nowej sytuacji. Przede wszystkim robią grafik. 138 posłów z Platformy może mieć krótsze szychty – po 6–8 godzin. Tych z Nowoczesnej jest tylko 31, więc dyżurują po 12 godzin. Dlatego kolejne noce prześpią na sali plenarnej. Ustalają: 24 grudnia nie będzie kolędowania i opłatka.

Tydzień drugi

Rano w Wigilię posłowie z PO siadają do spisywania Dekalogu – listy 10 wartości, o które walczą i dla których zdecydowali się kontynuować protest. Jedną kopię zanoszą Obywatelom RP, dwie przyklejają na lustrach w kuluarach tuż przy wejściu na salę obrad, czwartą na drzwiach klubu PO, piąta stoi na sztalugach w korytarzu sejmowym na piętrze.

Wieczór i noc w Sejmie na ochotnika spędza m.in. Joanna Scheuring-Wielgus. Od taty dostaje ememesem zdjęcie: na krześle, na którym zawsze siedzi podczas wigilijnej wieczerzy, ojciec postawił jej plakat wyborczy. „Jesteś tu z nami” – napisał. Do Torunia pojedzie zaraz po Bożym Narodzeniu, bo zadzwoni najstarszy syn i powie: – Zanim cię wsadzą do więzienia, musisz mi jeszcze kupić garnitur na studniówkę.

Niektórzy zżymają się na nakrytą obrusem namiastkę wigilijnego stołu wystawioną w kuluarach przez posłanki Nowoczesnej. Na nim jednak stają w końcu ryby w galarecie i śledzie, które przynoszą przychodzący pod sejm ludzie. Darowany barszczyk posłanki zanoszą Obywatelom RP, którzy podgrzewają go na koksowniku. Protestującym towarzyszy około tysiąca ludzi.

Wśród protestujących na sali plenarnej posłów PO jest spora grupa weteranów, pamiętających strajki z lat 80., rzeczywistości nieporównanie brutalniejszej niż dzisiejsza. Dla nich ten protest to tzw. lajcik. Odnajdują się w nim najlepiej. Są świadomi, że po pierwszej fali entuzjazmu w naturalny sposób przychodzi znużenie. I tego, że choć wiadomo, że kiedyś musi nastąpić koniec protestu, do ostatniej chwili zwykle nie wiadomo jaki. I to męczy najbardziej.

Pozostający na sali plenarnej starają się w każdym razie trzymać zasad. Na przykład nie jedzą tam. Nowoczesna kanapki robi sobie w sekretariacie klubu, Platforma zamawia jakieś ciepłe jedzenie na wynos. Kawę i herbatę z termosów piją w kuluarach. Tam też ładują telefony i tablety, bo na sali plenarnej nie ma ani jednego gniazdka.

Siedzą zawsze na swoich miejscach, jakby trwało posiedzenie, tyle że owinięci kocami. Czytają w świetle małych chińskich lampek campingowych, podobnie jak okrycia kupionych przez klub PO. Światło wyłączono im razem z ogrzewaniem, więc nawet w dzień panuje tu półmrok. By temperatura się nieco podniosła, wpuszczają ogrzane powietrze z korytarza, blokując drzwi krzesłem.

Gdy posłanka Joanna Kluzik-Rostowska wpada któregoś dnia, i – jak zwykle zaaferowana – zaczyna coś mówić szybko i głośno, uciszają ją jak w bibliotece. Tak jakby na sali plenarnej wypadało mówić tylko szeptem.

Mają – nietypowo – nadmiar czasu. Mogą więc, głównie w kuluarach, po prostu pogadać do woli. Dzięki temu wreszcie tak naprawdę się poznali. Przede wszystkim międzypartyjnie. – Poznałam i polubiłam wiele osób z Nowoczesnej – mówi Joanna Kluzik. – To, że ich nie znaliśmy, to naturalne, oni w większości są nowi. Ale to, jak mało wiedzieliśmy o sobie nawzajem, jest zaskakujące.

Posłanka PO Kinga Gajewska kiedyś w klubie złożyła propozycję szkolenia z mediów społecznościowych dla tych, którzy jeszcze nie do końca sobie z tym radzą. Teraz może ją zrealizować.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj