szukaj
Profesor Andrzej Blikle, działacz KOD: Zaczynam bać się o KOD
Widzę ogrom wykonywanej pracy, wiele rodzącej się nadziei i wiele dokonań. Ale dziś zaczynam się o to wszystko obawiać. Obawiam się, że zmarnujemy to, co już zostało zbudowane – mówi prof. Blikle.
prof. Andrzej Blikle
Leszek Zych/Polityka

prof. Andrzej Blikle

Anna Dąbrowska: – Media ujawniły, że firma Mateusza Kijowskiego i jego żony wystawiała KOD faktury – opiewające łącznie na sumę ponad 90 tys. zł. Skąd się pan dowiedział o tych fakturach?
Andrzej Blikle: – O sprawie dowiedziałem się z mediów. Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, jednak nie dlatego, iżbym uznał, że Mateusz Kijowski zawiódł moje zaufanie, ale z powodu formy, w jakiej nieujawniające się chyba do tej pory osoby postanowiły całej sprawie nadać bieg publiczny.

Nieujawniające się osoby?
Nie wiem, kto poinformował media o tych fakturach. Bardzo mnie niepokoi, że zabrakło na ten temat rozmowy wewnątrz organizacji. W takich sytuacjach siada się do stołu, zgłasza problem i rozmawia. Można było opracować jakiś plan wyjścia z tej sytuacji, ogłosić publicznie, jak było z tymi fakturami za usługi informatyczne, i wytłumaczyć to naszym sympatykom. KOD, który przecież też nie jest organizacją jednorodną politycznie, powinien wysyłać tak podzielonemu teraz społeczeństwu wyraźne sygnały, że mimo różnic można się porozumieć, że warto i trzeba rozmawiać.

Pojawiły się pierwsze wezwania do dymisji Kijowskiego. Pan jest zaangażowany w działalność KOD, czy uważa Pan, że Kijowski powinien ustąpić?
Od około pół roku jestem członkiem KOD, ale nie członkiem jakichkolwiek jego władz. Nie zamierzam też do żadnych władz kandydować. Jednakże los naszej organizacji jest mi niezwykle drogi. Widzę w niej szansę nie tylko na zbudowanie prawdziwie obywatelskiego społeczeństwa, ale też na pojednanie Polaków. Tymczasem poczucie wspólnej drogi zaczyna się chwiać również w naszej organizacji.

Widzę ogrom wykonywanej pracy, wiele rodzącej się nadziei i wiele dokonań. Ale dziś zaczynam się o to wszystko obawiać. Obawiam się, że zmarnujemy to, co już zostało zbudowane.

Jednakże na tak postawione przez Panią pytanie nie potrafię dziś odpowiedzieć. Za mało wiem o tej sprawie. Myślę też, że to powinna być przemyślana decyzja Mateusza Kijowskiego.

Czy Mateusz Kijowski złamał prawo?
Moim zdaniem nie, nie złamał. Zgadzam się, że zabrakło w KOD transparentności. To wielki błąd, za który już dziś zaczęliśmy płacić, a cena stale rośnie. Jednak nadal wierzę w dobre intencje Mateusza Kijowskiego. Postanowiłem więc zabrać w jego sprawie głos, ponieważ znajduję również i takie okoliczności, które przemawiają na jego korzyść.

Proszę powiedzieć, jakie okoliczności?
Kijowski wraz z kilkoma innymi aktywistami przyszłego KOD zaczął – niezależnie od swojej działalności organizacyjnej – budować narzędzia informatyczne dla tworzącego się ruchu. Zajmował się głównie bezpieczeństwem poczty i całego obiegu informacji, a także ochroną strony i jej odbudowywaniem po cyberatakach. Na początku były one zresztą dość częste. Pojawiały się liczne fałszywki internetowych trolli podszywających się pod sympatyków i aktywistów KOD, by systematycznie dyskredytować nasz ruch. Ochrona przed takimi atakami była sprawą pierwszorzędną.

W mojej ocenie Mateusz Kijowski był najbardziej naturalnym kandydatem do sprawowania ochrony informatycznego zaplecza KOD. Wszak jest informatykiem praktykiem, prowadzi firmę informatyczną i był jednym z pierwszych autorów tego zaplecza. Nikt nie miał też wątpliwości, że ze względu na niezwykle ważny aspekt sieciowego bezpieczeństwa KOD wybór zaufanego administratora był (i nadal jest!) sprawą najwyższej wagi.

Notabene przez pierwsze trzy miesiące Mateusz Kijowski nie był za te prace w żaden sposób wynagradzany.

A później brał za tę pracę pieniądze. Czy słusznie?
Po pierwsze wyjaśnijmy, że Kijowski nie brał pieniędzy za sprawowanie funkcji przewodniczącego zarządu. Tę funkcję wykonywał społecznie, tak jak pozostali członkowie. Brał wynagrodzenie – choć pośrednio, bo faktury wystawiała jego firma – za wykonywanie prac informatycznych, które w żaden sposób do zakresu obowiązków prezesa nie należą. Zresztą obecny statut KOD to przewiduje (par. 4 ust. 3): „Stowarzyszenie opiera swoją działalność na pracy społecznej jego członków. Do prowadzenia swych spraw Stowarzyszenie może zatrudniać pracowników, w tym członków Stowarzyszenia, oraz wykonawców zadań w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego”.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj