Sprawa Kijowskiego. Cztery kwestie pod rozwagę
Gdy sprawa wybuchła, szef KOD powinien oddać się do dyspozycji władz stowarzyszenia i jak najszybciej uregulować to, co powinno być wyczyszczone.
Adam Stepien/Agencja Gazeta

W sprawie faktur Mateusza Kijowskiego mam zaufanie do Lecha Wałęsy. Wałęsa ostrzegł, gdy sprawa wybuchła, że ataki na Kijowskiego są niemądre i nieuczciwe bez znajomości rzeczy. Czy mamy dostateczne rozeznanie, by już opowiedzieć się po stronie krytyków Kijowskiego w KOD? Nie sądzę.

W piątek na portalu „Rzeczpospolitej” pojawiła się nowa wrzutka o kolejnych fakturach nierozliczonych prawidłowo przez Kijowskiego. Radomir Szumełda, wiceszef KOD, twierdzi, że wbrew temu, co mówi Kijowski, na konto Komitetu nie wróciło 30 tys. zł. W sumie Kijowski miałby dostać od KOD 120 tys. zł. Tłumaczenie się szefa KOD w tej sprawie jednych przekonuje, innych nie. Jednak autorytet Kijowskiego i jego wizerunek mocno ucierpiały.

Jak rozwiązać sprawę Kijowskiego?

Uważam, że gdy sprawa wybuchła, szef KOD powinien oddać się do dyspozycji władz stowarzyszenia i jak najszybciej uregulować to, co powinno być wyczyszczone w jego życiu osobistym i publicznym. Nie spieszyłbym się jednak z ostateczną oceną ani samego lidera, ani skutków jego poważnych błędów w odniesieniu do całego KOD.

Po pierwsze, Szumełda jest w konflikcie z Kijowskim. W spór powinien włączyć się ktoś na zasadzie arbitra. Prof. Jan Hartman sugeruje, że arbitrem mógłby być Krzysztof Łoziński, „ojciec założyciel” KOD. Zapewne jemu czy komuś innemu byłoby się łatwiej podjąć arbitrażu, gdyby Kijowski wydał oświadczenie, w którym punkt po punkcie odniósłby się do zarzutów.

Po drugie, wrzutki szkodzą nie tylko Kijowskiemu, ale całemu KOD. Przypomnę, że prominent PiS, Ryszard Terlecki, radził Platformie i Nowoczesnej, by odcięły się od Kijowskiego i Komitetu. To oznacza, że obecna władza gra nie tylko na rozbicie opozycji parlamentarnej (co już się jej udało), ale też opozycji obywatelskiej. I to też jej się zaczyna udawać, bo faktury urosły do roli czegoś, co propaganda pisowska wykorzystuje do kompromitowania całego ruchu. Możliwe, że w ocenie PiS ruch kodowski jest politycznie groźniejszy niż „niema” opozycja parlamentarna.

Wiarygodność tzw. faktur Kijowskiego

Po trzecie, wrzutki należy weryfikować. Portal „Rzeczpospolitej” powołuje się na źródła anonimowe, co obniża wiarygodność publikowanych informacji. Rzetelne dziennikarstwo śledcze nie może poprzestawać na informacjach i materiałach podrzucanych przez nie wiadomo kogo. A nawet jeśli wiadomo przez kogo, to i tak należy ustalić, jaki interes osobisty, polityczny lub materialny może się za tym kryć.

Po czwarte, w Polsce trwa kryzys polityczno-państwowy. Protesty organizowane w związku z nim pod szyldem KOD są jego ważnym elementem. Władza, przeciwko której nadużyciom KOD protestuje, rozmiękcza opozycję, jak potrafi. Jej interesom służy rozbijanie opozycji od zewnątrz – w propagandzie – i od wewnątrz (może także przy pomocy agentów wpływu).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj