Idzie ku delegalizacji Ruchu Autonomii Śląska. Na razie w telewizji
O Śląsk należało zapytać takich jak ja, ale przecież nie o to chodziło w reportażu śledczym TVP. Szło o wytropienie autonomistów… i wystawienie ich na dobicie.
Czy należy autonomistami zastraszać 40-milionowe państwo?
RAŚ/Facebook

Czy należy autonomistami zastraszać 40-milionowe państwo?

Po obejrzeniu w TVP1 magazynu śledczego Anity Gargas „RAŚ a sprawa polska” zacząłem pakować juki w troki, a żonie poleciłem dać ogłoszenia o sprzedaży domu na Śląsku albo zamianę na chatę gdzieś na ścianie wschodniej – choć nie na Podkarpaciu, które pachnie Ukrainą.

Śledczy przekaz był jasny jak słońce: jak nie dziś, to jutro, pojutrze, w każdym razie niebawem Śląsk (Górny, rzecz jasna, leżący w granicach województwa śląskiego) zostanie wyłuskany z polskiej korony – najpierw pod autonomiczną albo separatystyczną przykrywką, a potem już bez owijania w bawełnę. Jest jeszcze wiotki cień nadziei, że samodzielny Śląsk, ze swoim paskudnym położeniem geograficznym, zechce się sfederować ze Słowacją lub Czechami – wówczas od biedy zostajemy. Ale jak będzie zerkał ku Niemcom? Jak zapragnie rzucić się w szeroko rozwarte germańskie ramiona? Wszak przecież wiadomo z telewizyjnego przekazu, że za plecami autonomistów stoi potężna mniejszość niemiecka: w spisie powszechnym w 2011 r. ujawniliśmy w całym kraju blisko 150 tys. Niemców z obywatelstwem polskim, a do tego dochodzi niewiadoma ich zakamuflowana opcja.

Jeżeli mój kawałek Śląska ciążyć będzie do Niemiec, jeżeli uda się im wzdłuż A4 wyrąbać korytarz – to nic tu po nas. Lepiej wcześniej mieć to z głowy, bo jak już dojdzie co do czego, to miliony Polaków – stanowiących dzisiaj znakomitą większość mieszkańców Śląska – ruszą z tobołkami na Wschód… no i dupa blada. A my, Dziadule, wszyscy jesteśmy za Ojczystą Polską Macierzą.

Ruch Autonomii Śląska do delegalizacji?

Tak sobie myślałem, dociskając nogą sznur tobołka, kiedy żona krzyknęła: stop, zostajemy! Nie widzisz – tłumaczy – że sprawy idą ku delegalizacji autonomistów, a nie ku oderwaniu Śląska od naszego ojczystego kraju. Najpierw demaskujący ich wraże zapędy reportaż w publicznej telewizji, potem na bank nastąpi wyciek ze śledztw o nich z ABW (jak przed laty z UOP), co pociągnie za sobą szczere oburzenie narodu – co narodowe media pokażą jak należy – no i co na takie dictum będzie mogła poradzić władza, choćby nawet zauroczona przystojnym obliczem Jerzego Gorzelika, lidera RAŚ, który polską flagę ma co najmniej w nosie?

Nic, tylko będzie musiała posłuchać suwerena, z którym liczy się przecież na każdym kroku – i wygumkować RAŚ z naszej przestrzeni politycznej.

Wtedy będę protestował – zapowiadam – choć mój stosunek do RAŚ jest znany. Ich wizja Autonomii 2020, a więc za trzy lata, nawet nie jest teoretyczna. Jest projektem science fiction – i oni to doskonale wiedzą. Ale przynosi bieżące profity polityczne, więc gra się toczy. Niech się więc toczy, bo przecież mieści się w granicach politycznych reguł, choć przywołuje czasem odruch niesmaku. Na tym też polega demokracja, żeby każdy mógł mówić, co myśli, choć bywa, że bez sensu.

Autonomiści, ze swoim zadziornym szefem na czele, nie mają mocy uczynić nawet centymetrowego wyłomu pomiędzy Polską i Śląskiem, bo nie pozwolą na to tacy jak ja i miliony Polaków stanowiących tutaj większość. Znakomitą większość. No, chyba że władza i do prawdziwych Polaków nie ma już zaufania, a może klasyfikuje nas w trzecim lub, nie daj Boże, w czwartym sorcie… Cholera wie, jaka jest pojemność narodowego kontenera.

Zakamuflowana niechęć do RAŚ

Autonomiści działają na moją żonę jak płachta na byka: za małpę i zegarek, za postponowanie polskiej flagi, deklaracje lojalności, za dziesiątki imponderabiliów i nieprawdopodobnie transparentne przekonania, które Szczepan Twardoch dosadnie skomasował w krótkim, trzywyrazowym zdaniu. Ale przecież nie odbiera im prawa do politycznej egzystencji, choć uważa, że zapracowali sobie, by trzymać rękę na pulsie.

Czy należy jednak nimi zastraszać 40-milionowe państwo i napuszczać Polaków z polskiego Śląska na zadufanych w sobie fantastów? Wszak i oni do rad gminnych, miejskich i na szczeblu wojewódzkim – RAŚ ma 4 radnych w Sejmiku Śląskim – zostali wybrani przez, pożal się Boże, suwerena. Jednak suweren, w tym przypadku, miał olej w głowie. W ostatnich wyborach parlamentarnych ukarał ich żółtą, a może nawet czerwoną kartką. Autonomiści startowali w ramach komitetu „Zjednoczeni dla Śląska”, któremu przewodzili, a prezent w postaci niemieckiego szyldu, zwalniającego z 5-procentowego progu wyborczego, dał Dietmar Brehmer i jego Niemiecka Wspólnota Pojednanie i Przyszłość.

Na jeden mandat wystarczyło 25 tys. głosów. To miała być bułka z masłem smarowana dodatkowo wynikami ostatniego spisu powszechnego, które wpisano na wyborcze sztandary i transparenty: 847 tys. identyfikacji śląskich, w tym 376 tys. czystych Ślązaków, reszta w konfiguracjach: Polak – Ślązak i Ślązak – Polak.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj