szukaj
Wątpliwości w sprawie ekspertyzy pisma Wałęsy. Czy rzeczywiście wydali ją grafolodzy?
Pełnomocnik byłego prezydenta kwestionuje kwalifikacje biegłych, którzy przygotowali analizę pisma z donosów odnalezionych w domu gen. Kiszczaka.
Wikipedia

Dwóch ekspertów z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie napisało opinię liczącą 235 strony, w której ustaliło autentyczność dokumentacji z domu Kiszczaka, dowodząc, że w okresie 1970–1976 Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB, składał donosy i dostawał wynagrodzenie pieniężne – łącznie 11700 zł. Ekspertyzę przedstawiono na konferencji prasowej, zorganizowanej przez IPN i Prokuraturę Krajową pod koniec stycznia.

Jak dowiedziała się POLITYKA, koszt opinii sporządzonej przez biegłych Instytutu Sehna wyniósł 76 tys. 464 zł 82 gr. Pieniądze wyłożył Skarb Państwa, tak jak płaci za wszystkie inne ekspertyzy wykonywane w Instytucie na żądanie organów wymiaru sprawiedliwości. IPN nie zapłacił za tę ekspertyzę ani złotówki.

Ekspertyzę pismoznawczą zlecono w ramach postępowania karnego, prowadzonego w sprawie podrobienia dokumentów z lat 1970–1976, dotyczących domniemanej współpracy Lecha Wałęsy z SB. Biegli dysponowali materiałem porównawczym, na który składało się ponad 140 dokumentów, które od 1963 do 2016 r. sporządził lub podpisał Wałęsa. Dodatkowo przeanalizowano dokumenty sporządzone odręcznie przez 10 funkcjonariuszy SB, których dane widnieją w teczce pracy i teczce personalnej agenta o pseudonimie „Bolek”.

Tajemniczy biegli pisali opinię w sprawie Wałęsy

Zlecenie na przygotowanie tej opinii Instytut przyjął w maju 2016 r., a 23 stycznia 2017 r. gotowa opinia wpłynęła do IPN. Sporządziło ją dwóch biegłych Instytutu, pracowników Pracowni Badania Pisma Ręcznego i Dokumentów Zakładu Kryminalistyki Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Nie oznacza to jednak, że dostali oni za nią wynagrodzenie, bo robili to w ramach swoich obowiązków etatowych. Kwotę ponad 76 tys. od Skarbu Państwa zainkasował Instytut.

W odpowiedzi na nasze pytania Instytut podał, że nie może podać nazwisk owych biegłych, „gdyż w ocenie Instytutu informacja ta stanowi wiadomości z postępowania przygotowawczego”. Zapewniono nas, że obydwaj pracownicy – „po ukończeniu wewnętrznego postępowania kwalifikacyjnego dla kandydatów na biegłych Instytutu i złożeniu egzaminu zostali ustanowieni przez Dyrektora Instytutu biegłymi Instytutu z zakresu badania pisma ręcznego i dokumentów”. Jeden z pracowników został zatrudniony w Instytucie (w Pracowni Badania Pisma Ręcznego i Dokumentów Zakładu Kryminalistyki) w 1999 r., a biegłym został w maju 2003 r. i od tego czasu wydaje opinie z zakresu badania pisma ręcznego i dokumentów.

Drugi został zatrudniony w Pracowni w grudniu 2001 r., a biegłym z zakresu badania pisma ręcznego został w grudniu 2005 r.

Tymczasem Jan Widacki, pełnomocnik Lecha Wałęsy, twierdzi, że pod opinią podpisany jest doktor chemii: – Oni są mi nieznani jako grafolodzy. Nie wiem, może teraz zajmują się pismem? Sprawdzałem publikacje jednego z nich, bo drugiego jeszcze nie znalazłem, i on się zajmował środkami kryjącymi, identyfikacją atramentów, past długopisowych, a nie pismem ręcznym. Jednak nie są to osoby, które miałyby jakiś liczący się dorobek w zakresie ekspertyzy pisma.

Widacki nie podaje ich nazwisk. Ale ustaliliśmy kto się pod opiniami podpisał. Jeden z opiniujących obronił doktorat z metodyki badań materiałów kryjących w naukach sądowych na wydziale Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Drugi podpisany pod opinią pracownik Instytutu jest magistrem. Przy jednej ze znalezionych w internecie publikacji jego zainteresowana naukowe opisane zostały tak:nauki sądowe w Polsce w XX w., kryminalistyczne badania pisma ręcznego i dokumentów, historia ochrony przyrody”.

Czy to była najdroższa opinia?

Zbigniew Ziobro dziwił się jesienią w Sejmie, że biegli za „23 strony opracowania zażądali 400 tys.” za wydanie sądowej opinii w sprawie śmierci w szpitalu jego ojca, co daje – jak wyliczał – „mniej więcej 16 tys. w przeliczeniu na jedną stronę”.

W jego sprawie 15 biegłych łącznie otrzymało 372 tys. zł (nie 400 tys., jak twierdzi Ziobro). Czy to rzeczywiście najdroższa – jak utrzymuje minister – opinia w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości? W tej uzupełniającej sprawie Ziobry na jednego opiniującego przypada średnio po 24 tys. zł. Od tej kwoty trzeba jeszcze odjąć 20 proc., które musieli oddać Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu, który koordynował prace nad tą opinią.

Opinia w sprawie podpisu Wałęsy kosztowała w przeliczeniu na jednego z dwóch biegłych ponad 36 tys. zł. Większość z 235 stron tej opinii stanowi materiał badawczy.

Mecenas Widacki mówi, że nie przesądza o trafności opinii przygotowanej na zlecenie IPN, ale jego zdaniem praktyka zawodowa twórców tej opinii to pierwszy sygnał, że nie są to ludzie o znaczącym dorobku w zakresie ekspertyzy pisma. Dodaje, że przedstawi nową opinię, którą przygotują dla odmiany eksperci od pisma ręcznego.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj