Czystki w MON na niespotykaną skalę. Nie będzie „oficerów dobranych przez Platformę Obywatelską”
Partyjna armia PiS
Antoni Macierewicz wymienił 90 proc. oficerów na stanowiskach dowódczych w Sztabie Generalnym i ponad 80 proc. w Dowództwie Generalnym.
To nie generałów wina, że aktu nominacji dokonuje z mocy ustawy prezydent RP, a w przypadku pozostałych stopni – minister obrony narodowej lub podległe mu organy wojskowe.
MON/Facebook

To nie generałów wina, że aktu nominacji dokonuje z mocy ustawy prezydent RP, a w przypadku pozostałych stopni – minister obrony narodowej lub podległe mu organy wojskowe.

Oburzające są słowa komunikatu MON o wymianie przez PiS „oficerów dobranych przez Platformę Obywatelską”. Postrzeganie sił zbrojnych jako partyjnego łupu doprowadziło do czystki na kadrowej niespotykaną skalę, ze szkodą dla wojska.

Rota przysięgi wojskowej składanej przez żołnierzy Wojska Polskiego to ważny tekst. Przyswoić go chyba powinni w pierwszej kolejności autorzy resortowego komunikatu, który słusznie wzburzył byłych i obecnych wojskowych. Opublikowany wczoraj tekst stwierdza bowiem, że „minister obrony narodowej Antoni Macierewicz przeprowadził szeroką wymianę kadr na najwyższych stanowiskach w jednostkach operacyjnych, każdorazowo zastępując oficerów dobranych przez Platformę Obywatelską oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku i Afganistanie i przeszkolonych we współpracy z wojskami NATO”.

Kim są oficerowie dobrani przez PO?

„Oficerowie dobrani przez Platformę Obywatelską”, jak wszyscy inni żołnierze WP, przysięgali służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, bronić jej niepodległości i granic, stać na straży konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego, sztandaru wojskowego bronić, a za sprawę ojczyzny w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić.

Przypisanie im partyjnej łatki odebrali jako policzek. Bo to nie ich wina, że – jak w przypadku pierwszego stopnia oficerskiego podporucznika i stopni generalskich – aktu nominacji dokonuje z mocy ustawy prezydent RP, a w przypadku pozostałych stopni – minister obrony narodowej lub podległe mu organy wojskowe. I ktokolwiek w czasie nominacji jest ministrem, prezydentem lub sprawuje władzę polityczną w kraju, tekst przysięgi się nie zmienia.

Jak wielokrotnie pisałem, każdy minister obrony i każdy zwierzchnik sił zbrojnych – prezydent RP – ma swobodę kształtowania własnej polityki kadrowej. I nie łudźmy się, nominacje zwłaszcza na najwyższe stopnie generalskie i wyznaczenia na najwyższe stanowiska w strukturze MON i wojska są w pewnym sensie decyzjami politycznymi. Ale sprowadzanie ich do partyjnego wymiaru, budowanie podziału na oficerów PO i oficerów PiS – to absurd.

Absurd w komunikacie MON

Zresztą to absurd widoczny w samym komunikacie MON, który cytuje wyznaczenia na stanowiska dla najwyższych dowódców: Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. broni Leszka Surawskiego, Dowódcę Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. Jarosława Mikę, Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. Sławomira Wojciechowskiego oraz Dowódcę Wojsk Obrony Terytorialnej gen. bryg. Wiesława Kukuły.

Surawski oficerem został jeszcze w Układzie Warszawskim, podpułkownikiem za rządów AWS, pułkownikiem za SLD, pierwszą gwiazdkę generalską otrzymał od Lecha Kaczyńskiego, ale drugą od Bronisława Komorowskiego. Czy fakt, że trzecią dostał od Andrzeja Dudy, a na najważniejsze stanowisko desygnował go Antoni Macierewicz, czyni go bardziej żołnierzem PiS niż WP?

A dowódca generalny, Mika, również w Wojsku Polskim za PRL, obie nominacje generalskie za PO, czy teraz jest „oficerem dobranym przez PiS”? A Wojciechowski? Ten to dopiero jest „dobrany przez PO”, bo przecież za czasów poprzedniej władzy wraz z Różańskim tworzył nowy system dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi, który PiS chce zburzyć.

Kukuła nowej władzy zawdzięcza pierwszą generalską gwiazdkę, ale przecież swoje dotychczasowe dokonania jako dowódca Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu zawdzięcza temu, że jeszcze w latach 90. Polska postanowiła rozwijać ten rodzaj wojsk we współpracy z Amerykanami, a za rządów niezwykle krytykowanego ministra z PO Bogdana Klicha podpisała w tej sprawie specjalne porozumienie.

MON odkrył karty. Czarno na białym napisano w komunikacie, że Antoni Macierewicz wymienił 90 proc. oficerów na stanowiskach dowódczych w Sztabie Generalnym i ponad 80 proc. w Dowództwie Generalnym, przyznając, że chodziło o osoby nominowane za rządów PO.

W efekcie np. w sztabie generalnym zostało... sześciu generałów. Zdaje się, że ministerstwo obrony uważa to za swój sukces.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj