Jak dobra zmiana niszczy polskie sądy
Werbalnym celem rządu PiS jest uczynienie wymiaru sprawiedliwości bliższym tzw. suwerenowi. A celem rzeczywistym: podporządkowanie sądownictwa politykom.
Trzeba zastanowić się, jak zmienić prawo, aby nie prowadziło do nadmiaru spraw sądowych.
Rae Allen/Flickr CC by 2.0

Trzeba zastanowić się, jak zmienić prawo, aby nie prowadziło do nadmiaru spraw sądowych.

Słownik etymologiczny języka polskiego podaje, że sędzia to osoba powołana do rozsądzania sporów, wymierzania sprawiedliwości. Nazwa wykonawcy czynności utworzona od czasownika sądzić, „wyrażać zdanie, oceniać osądzać; sprawować sąd”. Wedle współczesnej polszczyzny sędzia to osoba powołana do rozpoznawania spraw i wydawania wyroków w imieniu państwa.

Od razu zwraca uwagę to, że określenia te nie implikują, że sędziowie, chociaż są powołani do wymierzenia sprawiedliwości, rzeczywiście to czynią. Podobnie ma się sprawa z łacińskim słowem „iudex”. W samej rzeczy sędzia i sprawiedliwy sędzia to nie to samo.

Z drugiej jednak strony – pogląd potoczny polega na uznaniu, że jeśli sędzia nie jest sprawiedliwy, nie jest sędzią, ale jego zaprzeczeniem. W mitologii greckiej symbolem sprawiedliwości była Temida, jedna z tytanid, doradczymi Zeusa, często przedstawiana z przepaską na oczach i wagą w rękach. To miało wskazywać na bezstronność i ważenie argumentów jako atrybuty sprawiedliwego osądu (sędziowania). Fakt, że Temida była wysoko w olimpijskiej hierarchii, wskazuje na znaczenie, jakie archaiczna myśl grecka przywiązywała do sprawiedliwości i tych, którzy ją wymierzają. Jeszcze wyraźniej jest to podkreślone w religii chrześcijańskiej, w której sam Bóg jest sprawiedliwy i nie potrzebuje w tym względzie żadnych doradców.

Sędziowie są tacy, jakie jest państwo

Społeczna rola sędziów została wyraźnie podkreślona w „Księdze sędziów” w Starym Testamencie. Gdy lud Izraela zaczął schodzić na złe drogi, sędziowie starali się to naprawić i odnieśli sukces. Jest to prototyp wielu późniejszych narracji o roli sędziego i sprawiedliwości jako stabilizatora porządku społecznego. Ten sam przekaz płynie z nauk Sokratesa, Platona i Arystotelesa, wielkiej trójcy klasycznej filozofii greckiej, oraz prawie wszystkich późniejszych myślicieli zajmujących się państwem i prawem.

Jeśli przejrzymy zbiory sentencji łacińskich, znacznie więcej jest w nich o dobrych sędziach i sprawiedliwym prawie niż o ich przeciwieństwach. Okoliczność ta, demonstrowana przez zbiorową mądrość (przysłowia są mądrością narodów) jednej z najwspanialszych kultur prawnych w całej historii ludzkości, potwierdza wskazane wyżej potoczne oczekiwanie o fundamentalnym związku pomiędzy sędziowaniem (nie tylko w prawie) a dobrym sędziowaniem.

Ktoś może zauważyć, że powyższy obraz jest utopijny, ponieważ rzeczywistość często zadaje kłam obrazowi sędziego jako słudze sprawiedliwości i tylko jej. Innymi słowy: postulat, że sędzia powinien być dobrym sędzią, bywa niespełniony. To prawda, ale trzeba mieć ciągle na uwadze, że zgodnie z przytoczonym określeniem sędzia wydaje wyroki w imieniu państwa.

W pewnym sensie sędziowie są tacy, jakie jest państwo, w którym funkcjonują. I ono może bardzo szybko i sprawnie rozerwać związek pomiędzy sędzią i sprawiedliwością. Niemieccy prawnicy – aby rzecz ograniczyć: pracujący w republice weimarskiej – byli zapewne jednymi z najlepiej wyszkolonych w długiej historii prawa. Wystarczyło parę lat brutalnego reżimu politycznego, aby jakość sędziów weimarskich legła w gruzach. Jest to przykład ekstremalny, ale pouczający, ponieważ pokazuje, że prawo nie ma wielkich szans w starciu z siłą (contra vim non valet ius).

Od razu zaznaczam, że to, co dalej napiszę, nie zmierza do porównywania obecnego stanu rzeczy w Polsce z III Rzeszą. Zastrzeżenie to jest istotne z uwagi na istnienie osób pokroju p. Muchy (z Kancelarii Prezydenta), gardłujących – tyleż emfatycznie, co sofistycznie – że dokonuje się porównań tzw. dobrej zmiany z totalitaryzmem.

Przewlekłość pracy polskich sądów

W Polsce jest około 10 tys. sędziów. Pracują na różnych szczeblach hierarchii, w sądach rejonowych, okręgowych, apelacyjnych, administracyjnych (też różnego szczebla) i tych najbardziej prestiżowych, tj. najwyższych. Do sądów powszechnych rocznie wpływa około 15 mln spraw. Sędzia sądu rejonowego ma ich do rozpatrzenia około 2600, trzykrotnie więcej niż kilka lat temu, sędzia apelacyjny dostaje około 230 spraw do rozstrzygnięcia, załatwia około 200. Zakładając, że sędzia rejonowy pracuje 5 dni w tygodniu, czyli 220 dni w roku, winien załatwić 11–12 spraw dziennie. W ponad 70 sądach zaległości są dodatkowo spowodowane bezsensowną reformą z 2013 r. (przekształcenie, potem odwołane, niektórych sądów rejonowych w wydziały zamiejscowe innych sądów). Jest to fizycznie niemożliwe, aby sędzia rozstrzygnął tyle spraw i od razu ujawnia przyczyny powszechnego narzekania na przewlekłość pracy sądów. Jej powodem jest także przysłowiowa skłonność Polaków do pieniactwa oraz prawo, które generuje wielką, wedle oceny socjologów prawa, zdecydowanie zbyt dużą liczbę postępowań sądowych.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj