Zalatana premier
Beata Szydło
Radek Pietruszka/PAP

Beata Szydło

Rządowe kolumny sieją popłoch na polskich drogach. Wojskowe casy swoje kosztują, a jeszcze trzeba naginać procedury. A wszystko po to, aby premier Szydło mogła spędzić weekend z bliskimi. Może lepiej, aby na czas pełnienia funkcji jej dom był w Warszawie?

Nie dalej jak miesiąc temu prawicowy portal wPolityce.pl demaskował „szokujące przykłady rozpasania i nieliczenia się z publicznymi pieniędzmi” w Trybunale Konstytucyjnym. Polegać one miały na tym, że na przestrzeni czterech lat wydano 55 tys. zł na pożegnalne kolacje dla siedmiu sędziów, którym kończyły się kadencje. Ów „szokujący” news został natychmiast podchwycony przez propagandę obozu władzy w ramach akcji zohydzania TK.

Skoro takie to było rozpasanie, to jak w takim razie nazwać ujawnione w ubiegłym tygodniu szczegóły weekendowych wypadów Beaty Szydło do domu? Mniej więcej tyle, ile sędziowie przejedli w siedem lat, pani premier wylatuje wojskową casą każdego tygodnia – licząc koszty samego przelotu w obie strony (35 tys.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj