Czy Saryusz-Wolski wbije nóż w plecy Tuska i osłabi opozycję?
Działanie PiS można zrozumieć. Trudniej zrozumieć, dlaczego doświadczony działacz PO wchodzi w tę grę.
Jacek Saryusz-Wolski
European People's Party/Flickr CC by 2.0

Jacek Saryusz-Wolski

PiS sonduje w Unii ewentualne szanse deputowanego Platformy Obywatelskiej, jednego z wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego, na zdobycie poparcia jako kandydat na następcę Donalda Tuska w roli szefa Rady Europejskiej. Ta wiadomość podana przez dziennik światowej finansjery „Financial Times” zelektryzowała media i polityków w Polsce. Nie wiadomo, czy się potwierdzi, bo z obozu obecnej władzy płyną sprzeczne sygnały.

Pisowskie tuzy, takie jak eurodeputowani Adam Bielan i Ryszard Czarnecki czy marszałek Senatu Stanisław Karczewski, są raczej na tak, ale szefowa kancelarii premier Beata Szydło oznajmiła, że nic jej na ten temat nie wiadomo. Kempa nie jest jednak miarodajna, bo kluczowe decyzje podejmuje Jarosław Kaczyński. Prezes PiS zaś jest na pewno przeciwko temu, by obecny rząd poparł Tuska, a zatem nie można wykluczyć, że autoryzuje pomysł z Saryuszem-Wolskim.

Saryusz-Wolski uderza w opozycję

Z pisowskiej perspektywy może on mieć dwie zalety: po pierwsze oddala zarzut, że PiS nie szuka polskiego kandydata na „prezydenta” UE, po drugie sieje zamęt w szeregach opozycji, na czele z Platformą Obywatelską i frakcją Europejskiej Partii Ludowej. Działanie PiS można zrozumieć, trudniej zrozumieć, dlaczego doświadczony działacz PO wchodzi w tę grę.

Wymierzona jest ona przecież w jego macierzystą partię i jej liderów. Ma dodatkowo osłabić największe obecnie ugrupowanie opozycyjne, starające się miarkować autorytarne zapędy pisowskiej władzy. Gdyby przeciek w „FT” się potwierdził, Saryusz-Wolski przeszedłby do politycznej historii Polski i Europy jako ten, który wbił nóż w plecy Tuska ku uciesze i pożytkowi obozu eurosceptycznego.

Szanse Saryusza-Wolskiego są znikome. Nawet jeśli Warszawa pozyskałaby poparcie kilku innych stolic europejskich – z pewnością nie należą do nich Rzym i Sztokholm, jak kłamliwie stwierdził deputowany Czarnecki – to na razie kandydatura Tuska jest znacznie silniejsza, a do jego wyboru na drugą kadencję potrzeba tylko większości, a nie jednomyślności w Radzie Europejskiej. Sytuacja może się wyjaśnić już na nadchodzącym marcowym szczycie Unii. Zwolennikom ustabilizowania Unii po Brexicie i zwycięstwie Donalda Trumpa powinno zależeć na drugiej kadencji Tuska.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj