Macierewicz testował śmigłowiec, który bierze udział w przetargu. A gdzie transparentność?
Odlot ministra Macierewicza
Sytuacja, w której w trwającym postępowaniu zbrojeniowym minister obrony przyjmuje zaproszenie na pokład od jednego z uczestników tego postępowania, jest co najmniej dziwna.
Antoni Macierewicz na pokładzie HH101A CAESA
mjr Robert Siemaszko/Flickr CC by 2.0

Antoni Macierewicz na pokładzie HH101A CAESA

Wygląda na to, że minister obrony narodowej zafundował sobie właśnie cykl przejażdżek śmigłowcami. Gdyby poprzestał tylko na tej wczorajszej, w trwającym postępowaniu musiałyby paść zarzuty o wspieranie konkretnego dostawcy.

PZL-Świdnik, należący do włoskiego koncernu obronnego Leonardo, poszedł na całość. Nie dość, że przysłał na prezentację najnowszy, najlepiej wyposażony i prawdopodobnie najdroższy śmigłowiec w swojej klasie, to jeszcze przewiózł nim najważniejszego dla powodzenia swej akcji pasażera. Oczywiście to nie minister wybierze potrzebne wojsku maszyny – zrobi to ministerialna komisja. Ale zdjęcie szefa na pokładzie nowiutkiego HH101A CAESAR na pewno nie osłabi oferty w ocenie jego podwładnych.

Żeby była jasność – to śmigłowiec „na wypasie” i samo sprowadzenie go do Polski to duży sukces prezesa świdnickich zakładów Krzysztofa Krystowskiego. Maszyna ma trzy silniki, co zapewnia dodatkowe bezpieczeństwo, najnowocześniejszą awionikę, ogromną pojemność i niezrównaną długotrwałość lotu – nawet 5 godzin bez tankowania w powietrzu, a to też umie.

Osobiście nie miałbym nic przeciwko, gdyby polscy marynarze i specjalsi mogli nim latać. Pytanie, czy polskie wojsko będzie na niego stać – nie tylko na zakup, ale i utrzymanie? Nad tym, jak rozumiem, będzie się zastanawiać minister Macierewicz, gdy ochłonie po wrażeniach z lotu.

Kogo faworyzuje Antoni Macierewicz?

A prawdopodobnie tych wrażeń będzie więcej, bo trudno sobie wyobrazić, żeby minister – po tym jak wsiadł już do jednego typu śmigłowca – zrezygnował z przelecenia się innymi. To sytuacja niespotykana, ale przecież nie jedyna taka, jaką oferuje nam i resort, i cały rząd. Jeśli lot ministra zapoczątkuje nową tradycję w zamówieniach zbrojeniowych, to ministra czeka wiele podobnych przejażdżek: w powietrzu, na lądzie, na wodzie i pod wodą, a być może także odpalenie jakiejś rakiety. Lot kosmiczny możemy mu podarować, choć w planie zakupów MON są i satelity.

Tak więc minister powinien nie tylko wsiąść wkrótce do produkowanego w Polsce Black Hawka, co nie jest takie trudne. Ba, zapewne będzie dla ministra satysfakcją, bo przecież krótko po anulowaniu przetargu, w którym zwyciężył francuski Caracal, zachwalał – jeszcze stojąc twardo na ziemi – podkarpackie wyroby amerykańskiej firmy Sikorsky/Lockheed Martin. Ale najbardziej wyczekiwanym zdjęciem sezonu będzie Antoni Macierewicz wsiadający do tego przeklętego Caracala. Francuzi dostali zaproszenie do zgłoszenia wstępnej oferty w nowym postępowaniu i na obecnym etapie nie mówią nie. Dla samej satysfakcji przewiezienia ministra – mogliby skorzystać.

Jeśli zaś minister nie skorzysta z kolejnych zaproszeń na pokład, pozostali oferenci będą mogli czuć się zawiedzeni. Być może niektórzy dojdą do wniosku, że Leonardo i jego supernowoczesny CAESAR są faworyzowani. Świat patrzy uważnie na polski program zbrojeniowy i wychwytuje podobne osobliwości. Potencjalni dostawcy – nie tylko sprzętu latającego – „uczą się”, jak się zachować wobec nietypowych działań rządu, część robi krok w tył, wszyscy wyciągną wnioski na przyszłość.

Sytuacja, w której w trwającym (od 20 lutego) postępowaniu zbrojeniowym minister obrony przyjmuje zaproszenie na pokład od jednego z uczestników tego postępowania i daje się „wozić” śmigłowcem, który ma szansę w konkursie, jest co najmniej dziwna. A jeśli tak się stanie, że ów śmigłowiec i ten dostawca ostatecznie zwyciężą, z pewnością wywoła to pytania o transparentność procedur.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj