Minister Szyszko wziął udział w polowaniu na bażanty. A raczej w egzekucji
Minister zdecydował się nie tyle na tropienie ptaków gdzieś po miedzach czy chaszczach, ile na bardziej forsowną formę polowania.
Rozpowszechnione wśród pól i łąk bażanty pewnie by nie przetrwały, ale myśliwi wspaniałomyślnie im pomagają.
USFWS Mountain-Prairie/Flickr CC by 2.0

Rozpowszechnione wśród pól i łąk bażanty pewnie by nie przetrwały, ale myśliwi wspaniałomyślnie im pomagają.

Portal Wirtualna Polska ujawnił, że minister środowiska Jan Szyszko wziął w lutym udział w polowaniu na bażanty. Wspólnie m.in. z szefem Polskiego Związku Łowieckiego w jednym z ośrodków tegoż związku zastrzelili kilkaset wypuszczanych z klatek ptaków. Zatem bardziej niż o „polowaniu” trzeba mówić o egzekucji.

Bażanty pochodzą z Azji. Do Europy, w tym do Polski, wieki temu sprowadził je człowiek, przede wszystkim w tzw. celach łowieckich. Rozpowszechnione wśród pól i łąk bażanty pewnie by nie przetrwały, ale myśliwi wspaniałomyślnie im pomagają. Dokarmiają zimą i wypuszczają hodowane przez siebie ptaki, by uzupełnić pogłowie populacji uszczuplanej m.in. przez drapieżniki i choroby.

Minister czerpie radość z mordowania hodowlanych bażantów

Bażanty potrafią się swoim opiekunom odwdzięczyć. Zdobne samce feerią rdzawości uatrakcyjniają pobyt myśliwego w łowisku, które jesienią, zimą i na przednówku zazwyczaj spowite jest w szarości. No i ptaki te są łatwym celem. I samce, i szaro-bure samice wznoszą się nisko, lot mają ciężki i krótki, nietrudno je strącić wiązką śrutu. Myśliwy, nawet po ciężkiej nocy, będzie miał pyszną rozrywkę i poczucie strzeleckiej dzielności, pewnej ręki, bystrego oka, męskiej siły, słowem gwarancję udanego polowania.

Minister zdecydował się nie tyle na tropienie ptaków gdzieś po miedzach czy chaszczach, ile na bardziej forsowną formę polowania. Z szukaniem ptaków różnie bywa, może nie być okazji, by w ogóle złożyć się do strzału. Co innego łowy organizowane w taki miejscu jak Ośrodek Hodowli Zwierzyny (bo myśliwi nie polują na zwierzęta – myśliwi „pozyskują zwierzynę”) Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego w Grodnie. Oddać kilkaset strzałów w krótkim czasie, w ciągu jednego dnia, do ptaków, które całe życie spędziły w niewoli i nie potrafią za bardzo latać, to poważna praca. Wymaga niemałej wytrzymałości, odporności i utrzymania jakiegoś tam refleksu.

Jan Szyszko nie widzi nic niestosownego w zabawie w rzeźnika. Stoi na czele resortu odpowiedzialnego m.in. za ochronę polskiej przyrody, ale więcej mięty czuje do drugiej części swojej ministerialnej domeny: eksploatacji środowiska. Człowiek musi sobie czynić Ziemię poddaną, dostał mandat od Boga, więc Jan Szyszko wymusza poddaństwo drzew piłą mechaniczną i flintą wśród bażantów.

Po fali oburzenia na lex Szyszko, nowelizację ustawy o ochronie przyrody, która zliberalizowała przepisy o wycinaniu, na czym skwapliwie skorzystali m.in. deweloperzy, ministerstwo – wcześniej wynoszące nowe zasady pod niebiosa – wystosowało tragikomiczny apel, wzywa teraz do sadzenia drzew. „Sadziliśmy drzewa, zanim to było modne, i będziemy sadzić, kiedy przestanie być modne”, zapewnia rzecznik prasowy ministerstwa środowiska. W stylu ekipy Szyszki rzecznik miesza groch z kapustą, bo lex Szyszko dotyczy drzew nieleśnych, rosnących głównie w miastach, a rzecznik opowiada o sadzeniu lasów przez leśników.

W każdym razie z bażantami jest jak z drzewami: minister czerpie radość z mordowania hodowlanych bażantów na przekór wszelkim modom, postępowi i elementarnej wrażliwości.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj