szukaj
Protesty przeciwko reformie edukacji powinny trwać
Jest już za późno? Nie jest za późno
Dziś problemem nie jest brak energii. Jeśli już, to jej nadmiar.

Protesty przeciwko reformie edukacji nie mają szczęścia, by trafić we właściwy czas, zawsze coś je medialnie przytłumi. Ostatni strajk, 10 marca, zagłuszyły echa awantury wywołanej przez polski rząd w Brukseli wokół wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej.

Można powiedzieć: gdyby dzieci nie przyszły na lekcje – tak była pomyślana formuła strajku rodzicielskiego – we wszystkich szkołach w całej Polsce, odległość tematu od czołówek programów informacyjnych byłaby mniejsza. A jednak antydeformatorskie protesty są coraz liczniejsze. Strajk 10 marca pierwotnie miał dotyczyć pięciu największych miast. Z czasem rodzice ze szkół w innych, mniejszych i większych miejscowościach deklarowali, że się włączą. Ostatecznie w każdym regionie w części placówek protestowano. Najczęściej w gimnazjach (w jednym z łódzkich frekwencja wyniosła 8 proc.), rzadziej w liceach i w podstawówkach.

Ruch sprzeciwu wokół deformy zbiera różne wyrzuty i zarzuty. Że za późny, zbyt rozdrobniony, że bez lidera, że mniej zborny niż akcja Karoliny i Tomasza Elbanowskich, wyrazistych przywódców sprzeciwu wobec obowiązku szkolnego dla 6-latków. Coś w tym jest. Wśród kontestujących aktualne pomysły władzy znaleźliby się równie przekonujący liderzy, tyle że wyzwanie tkwi gdzie indziej – w kontekście. Elbanowscy startowali w innej erze, przedfejsbukowej.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj