Polska coraz bliżej wyjazdu do Rosji. Mundial w 2018 r. na wyciągnięcie ręki
Piłkarska reprezentacja, na bazie własnej solidności oraz niemocy rywali, ma awans do mistrzostw świata na wyciągnięcie ręki. Mimo że eliminacje są dopiero na półmetku.
Mimo obecności w zespole Roberta Lewandowskiego drużyna Nawałki nie wydaje się groźna.
Łukasz Laskowski / PressFocus/Newspix.pl

Mimo obecności w zespole Roberta Lewandowskiego drużyna Nawałki nie wydaje się groźna.

Reprezentacja w trudnych dla siebie czasach (Krychowiak w czarnej dziurze, Błaszczykowski stopiony z szarym tłem słabego w Bundeslidze Wolfsburga, Milik wracający do treningów po ciężkiej kontuzji) ma niewątpliwe szczęście znaleźć się w grupie, gdzie rywale są mało wymagający.

I tak grając do tej pory półtora dobrego spotkania (całe z Rumunią i pół z Danią), jedno przeciętne (z Czarnogórą) i dwa słabe (z Kazachstanem i Armenią), piłkarze Nawałki właściwie dali prawo wybiegać myślami do przyszłorocznego mundialu. Praktycznie rzecz biorąc, wystarczy z bezpośrednimi rywalami do awansu remisować, żeby zająć w grupie pierwsze miejsce.

Robert Lewandowski bez wsparcia

Problem z reprezentacją jest jednak taki, że gra nudno. Mimo obecności w zespole Roberta Lewandowskiego (któremu zasłużone miano jednego z najlepszych środkowych napastników świata to mało, więc dodał do repertuaru umiejętność strzelania z rzutów wolnych, co pomogło reprezentacji wyjść na plus z mąk i chaosu pierwszej połowy) drużyna Nawałki nie jest groźna. Pod nieobecność Milika Lewandowski jest osamotniony w ataku, osaczony przez obrońców, a więc przez większość spotkania nieefektywny.

Nawałka jest asekurancki, nie chce spróbować nieco bardziej ofensywnych rozwiązań, czyli w praktyce dać szansy Teodorczykowi, który w Anderlechcie robi furorę. Wniosek: nie ufa w jego umiejętności, nie ma pomysłu na jego wykorzystanie albo boi się ryzyka. Nie wiadomo, co gorsze.

Efekt jest taki jak na załączonych obrazkach z Podgoricy – atakując bez przekonania, zachęcamy rywali do przejęcia inicjatywy. I nawet z tak przeciętnym rywalem jak Czarnogóra, zamiast spokojnie iść po swoje, trzeba drżeć o wynik do końca. Szkoda, że los szczędził Polakom w tych eliminacjach rywala z najwyższej półki, bo tylko na jego tle można by ocenić, czy od Euro drużyna Nawałki zrobiła jakiś postęp. Tymczasem imponujący bilans na półmetku eliminacji, który na dodatek zbiegł się z kryzysem grupowych rywali tracących punkty gdzie popadnie, skłania do zagłaskiwania.

Po awansie na mundial, który jest na wyciągnięcie ręki, znów pewnie będą szampan, konfetti i atmosfera święta. Bo w końcu nie było nas na mistrzostwach świata od 2006 r. i euforia się należy. Ale czy to pokolenie, na czele z Lewandowskim, rzeczywiście zapisze się w historii naszego futbolu spektakularnym wyczynem – mam wątpliwości. Może jednak nie trzeba wcale oczekiwać tam wielkiego wyniku? Powtórka z pozytywnych emocji, jakie reprezentacja dała nam na niecały rok temu we Francji – to też dużo.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj