Krótka rozprawa o wyborze i głosowaniu
Cały czas twierdzę, że rząd obecnej RP odniósł wielki sukces w stosunku 1:27, którego dodatkowym aspektem jest fakt, że polski kandydat zajął zaszczytne drugie miejsce, natomiast kandydat niemiecki był przedostatni.
Formalnie nie ma procedury proponowania kandydatur, jednak to rządy odpowiadają za zgłaszanie pretendentów do objęcia funkcji szefa Rady Europejskiej.
European Parliament/Flickr CC by 2.0

Formalnie nie ma procedury proponowania kandydatur, jednak to rządy odpowiadają za zgłaszanie pretendentów do objęcia funkcji szefa Rady Europejskiej.

Pan Szczerski z Kancelarii Prezydenta RP powiada: „Uznajmy wybór Tuska i sprawę uważamy za zamkniętą, niezależnie od politycznych okoliczności. Sam wybór Tuska jest sprawą trzeciorzędną [oraz] jest porażką Europy”. W rzeczy samej, obecne władze polskie są, jako łaskawe polityczne panie i pany, skłonne uznać, że p. Tusk został wybrany na funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej, ale chyba niezupełnie traktują to jako sprawę trzeciorzędną.

Pan Bielan zaznaczył, że p. Tusk mógłby zadzwonić do kanclerz Niemiec i powiedzieć: „Angela, zrób coś w sprawie zablokowania Nord Stream 2”, a więc tym samym domniemywa, że głos przewodniczącego Rady Europejskiej nie jest taki bez znaczenia, a nawet dodał, że jest ważniejszy niż apele płynące z Warszawy. A p. Bielan to też nie byle jaki specjalista. Towarzyszył wiadomej osobie w wyprawie do Londynu na rozmowy z brytyjską premier. Zapytany o to, w jakim języku toczył się dialog, stwierdził, że pani May nie mówi po polsku. Przypomina to odpowiedź Izaaka Sterna na pytanie, kto jest największym wiolinistą na świecie. Brzmiała ona: „Jascha Heifetz jest drugi”.

Propaganda PiS

Kwestią wyboru p. Tuska zajmowałem się w poprzednim felietonie. Postanowiłem jednak szerzej wrócić do tej sprawy, ponieważ znakomicie przedstawia styl propagandy realizowanej przez Komitet Polityczny PiS i jego agendy. Przypomnijmy zatem podstawowy element reakcji prominentnych polityków PiS na wiadomość, kto został przewodniczącym Rady Europejskiej na następną kadencję. Egzekutorzy tej propagandy powiadają, że wybór był nielegalny, ponieważ nie było głosowania, a tylko pytanie, kto jest przeciw kandydaturze p. Tuska. Ponadto Polska zgłosiła swojego kandydata, który nie został nawet zaprezentowany.

Pan Waszczykowski uznał nawet, że doszło do fałszerstwa, o czym mają świadczyć ekspertyzy, które posiada (ale ich jeszcze nie przedstawił). Od słowa „fałszerstwo” oficjalnie odcięto się (jako niefortunnego), ale treść oświadczenia pana na San Escobar raczej nie budzi wątpliwości.

Pan Sasin, PiSkata (ciągle przerywa i udaje, że go przed momentem nie było w studium telewizyjnym lub radiowym), gwiazda dobrej zmiany, wyjaśnił: „Mamy pewien fałszywy przekaz w Polsce – podawany przez opozycję – że oto w jakimś głosowaniu w Brukseli Polska przegrała 27 do 1. Warto powiedzieć, że takiego głosowania nie było. Polska zgłosiła swój sprzeciw, wątpliwości i na tym cała procedura się zakończyła. Nikt nikogo więcej nie pytał, czy może wstrzymuje się od głosu czy są jacyś inni kandydaci”.

Słownik języka polskiego powiada, że wybór to wybieranie kogoś na stanowisko, a głosowanie to kolektywne podejmowanie decyzji, polegające na opowiedzeniu się za czymś lub przeciwko czemuś. Bardziej restryktywne rozumienie głosowania ujmuje je jako metodę podejmowania decyzji w zgromadzeniu ludzkim w taki sposób, że każdy z uczestników tego zgromadzenia oddaje swój głos, a głosy są następnie obliczane i stanowią podstawę decyzji.

Tak czy inaczej może więc być tak, że wybór nie odbywa się drogą głosowania, natomiast samo głosowanie niekoniecznie polega na odpowiedziach na pytania: „kto przeciw?”, „kto za?” i „kto wstrzymał się od głosu?”. Jeśli procedura głosowania jest sformalizowana, np. przy wyborach parlamentarnych, trzeba jej przestrzegać. Problem zatem polega na tym, czy wybór przewodniczącego Rady Europejskiej jest proceduralnie uregulowany w taki sposób, że głosowanie ze wskazanymi pytaniami jest wymagane.

Jak się wybiera szefa Rady Europejskiej?

Krótki raport na ten temat jest taki. Formalnie nie ma procedury proponowania kandydatur, jednak to rządy odpowiadają za zgłaszanie pretendentów do objęcia funkcji szefa Rady Europejskiej. W przypadku Tuska nie było to konieczne, bo traktat lizboński stwierdza, że mandat przewodniczącego może być odnowiony i nie opisuje procedury zgłaszania. Zadeklarował podczas szczytu UE na Malcie na początku lutego, że jest gotów pełnić urząd przez kolejne dwa i pół roku. Nie jest wymagana przy tym zgoda rządu kraju, którego obywatelem jest kandydat.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj