Twardy mesjanizm
Porywanie się z szabelką – jednego państwa na dwadzieścia siedem – to zryw tyleż bohaterski co straceńczy.

Aby zrozumieć, co stało się ostatnio w Brukseli przy okazji powtórnego wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, należy sięgnąć do pism Marii Janion. Profesor od dawna twierdzi, że w Polsce kwitnie mesjanizm. „Mesjanizm to przekleństwo” – przyznała jednocześnie w liście otwartym, skierowanym do zeszłorocznego Kongresu Kultury. I dodała, że mamy do czynienia z centralnie planowanym zwrotem ku kulturze upadłego, epigońskiego (kontynuującego nieaktualne idee) romantyzmu. Katastrofa smoleńska przedstawiana jako zamach, powstanie warszawskie jako mit założycielski i bogoojczyźniany topór, jawią się jako nowy mesjanistyczny mit.

Po co on? Ma pocieszyć i wziąć pod opiekuńcze skrzydła wszystkich pokrzywdzonych i rozżalonych poprzednią władzą. Stąd oburzenie Tuskiem, niegojącą się raną w sercu Kaczyńskiego. Ten ostatni jest w stanie sięgnąć po wszelkie dostępne środki, by zniszczyć wroga. Niepozorny człowiek umie i przygotować okopy (rękami swoich popleczników), i stanąć na barykadzie, wypinając pierś Beaty Szydło, przaśnej Marianny à la Polonaise.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną