Zakaz wchodzenia do części Puszczy Białowieskiej. Minister Szyszko pokazał, kto tu rządzi
Zamknięcie fragmentu Puszczy właśnie teraz wygląda na sianie zamętu (minister Szyszko jest w tej dziedzinie mistrzem nad mistrzami), zwykłą złośliwość i demonstrację siły.
Od 1 kwietnia przebywanie w zdecydowanej większości lasów nadleśnictwa Białowieża jest nielegalne i stanowi wykroczenie.
Frank Vassen/Flickr CC by 2.0

Od 1 kwietnia przebywanie w zdecydowanej większości lasów nadleśnictwa Białowieża jest nielegalne i stanowi wykroczenie.

Lasy Państwowe i ministerstwo środowiska podjęły skandaliczne decyzje w sprawie Puszczy Białowieskiej. Do odwołania zakazały wstępu do lasów jednego z trzech puszczańskich nadleśnictw (nadleśnictwa administrują Puszczą poza parkiem narodowym). Od 1 kwietnia przebywanie w zdecydowanej większości lasów nadleśnictwa Białowieża jest nielegalne i stanowi wykroczenie.

Nie można wejść do miejsc bardzo chętnie odwiedzanych przez turystów, zakaz dotyczy także części szlaków. Powód? Względy bezpieczeństwa, bo drzewa, zwłaszcza zamierające, stare, zmurszałe i krzywe, o których nie troszczą się piły leśników – w minionych latach zakazała tego szkodliwa polityka poprzednich rządów, Unia Europejska, UNESCO i pseudoekolodzy – atakują spacerujących.

Organizacje pozarządowe strzegące Puszczy twierdzą, że zakaz jest nadmierny i nieuzasadniony. Ich zdaniem służyć ma przede wszystkim ukryciu tego, co minister środowiska Jan Szyszko szykuje dla Puszczy: niezgodną z prawem intensywną wycinkę. Ministerstwo Środowiska zapowiedziało bowiem, że z kornikiem drukarzem, chrząszczem masowo zabijającym świerki (wśród przyczyn są m.in. zmiany klimatu) będzie walczyć również w tzw. drzewostanach ponadstuletnich, szczególnie cennych przyrodniczo, pełnych fascynujących form życia i dotąd objętych ochroną. Ale tę formę ochrony obecne władze środowiskowo-leśne uważają za bzdurną, więc będą ciąć i tu.

Wycięcie Puszczy w imię walki z kornikiem drukarzem

Technologia walki z kornikiem zakłada nie tylko wycinanie zamieszkanych przez chrząszcze drzew, trzeba je jeszcze z lasu wywieźć. W gęstym lesie nie ma rady, ścinanie zniszczy na pewno drzewa sąsiednie, innych gatunków, niezjadane przez kornika. A wywożenie zdemoluje dolne piętro lasu.

Cała operacja – bo wtedy latają i rozmnażają się korniki – musi być prowadzona w sezonie wegetacyjnym i w okresie lęgowym ptaków, czyli w czasie, gdy całe puszczańskie życie jest u szczytu rozkwitu. Rzecz jest bez większego sensu, bo wiadomo, że wyplenienie kornika w danym lesie możliwe jest dopiero po usunięciu przynajmniej 80 proc. zakorniczonych świerków.

Tego zrobić się w Puszczy nie da, chyba że cięłoby się także w rezerwatach i w parku narodowym, ponad wszelkie limity, co porównać można z rozebraniem na cegły Wawelu albo oddaniem do skupu makulatury rękopisu „Pana Tadeusza”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj