szukaj
IPN demaskuje polskich szpiegów. To groźny ruch
Wywiad na tacy
IPN udostępnił kolejną partię najwrażliwszych danych wywiadu Rzeczpospolitej.
Krzysztof Żuczkowski/Forum

IPN udostępnił kolejną partię najwrażliwszych danych wywiadu Rzeczpospolitej.

Wreszcie, co też znamienne, operacja ta wpisuje się w ciąg samobójczych strzałów. Równie groźna była choćby ustawa nazywana obłudnie „deubekizacyjną”, a odbierająca część uposażeń emerytalnych m.in. właśnie tym oficerom wywiadu, którzy zostali pozytywnie zweryfikowani i wysłużyli je już wolnej Polsce. Znowu bowiem było to nie tylko złamanie umowy, jaką państwo polskie z nimi zawarło, ale i znakomite ułatwienie roboty wrogim służbom, też przecież próbującym pozyskiwać agentów w Polsce.

Zerwano pakt z oficerami

Wszystkie te działania dowodzą ponadto kompletnej zmiany podejścia do służb specjalnych w porównaniu do tego, któremu hołdowali ich Ojcowie Założyciele z początków III RP.

Niespełna trzy tygodnie temu stało się to tematem dyskusji, zorganizowanej w Krakowie w rocznicę śmierci Krzysztofa Kozłowskiego, pierwszego szefa Urzędu Ochrony Państwa w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Na sali był m.in. Andrzej Milczanowski (kolejny szef UOP) oraz sześciu generałów służb (zarówno z biografiami sięgającymi PRL, jak i z „solidarnościowego” już naboru), nie licząc wielu zasłużonych oficerów.

To Andrzej Milczanowski przypomniał dwa przyjęte po 1989 r. założenia. Po pierwsze, uznano, że bezpieczeństwa państwa, w tak skomplikowanych i trudnych warunkach jak ówczesne, nie da się zapewnić bez udziału funkcjonariuszy dawnych, peerelowskich służb. Dlatego poddano ich weryfikacji i wyznaczono nowe zadania, równocześnie zawierając niepisane, acz poparte ustawą porozumienie, że za profesjonalizm i lojalność wobec państwa przysługują im takie prawa jak innym służbom „mundurowym”. Po drugie, założono, że archiwa służb nie mogą służyć walce politycznej i mogą być wykorzystywane najwyżej do sprawdzania przeszłości kandydatów na ważne stanowiska państwowe.

Tymczasem teraz zerwano pakt z oficerami, a zwyczajem niemal uczyniono grę teczkami, przeciekami i dezinformacją. Proceder ten doskonale uosabia Antoni Macierewicz. Nie tylko przez to, że od lat (niegdyś w resorcie spraw wewnętrznych, teraz w ministerstwie obrony) najbliższych podwładnych dobiera ostentacyjnie pod kątem politycznym. Ale zwłaszcza przez podejście do zasobów służb. Tu symbolem może być przeprowadzona przez niego operacja przejęcia archiwów Wojskowych Służb Informacyjnych w 2007 r. (ujawniona niedawno w POLITYCE). Wiele wskazuje na to, że części z nich Macierewicz do dziś nie zwrócił, nie mówiąc o tym, że całość skopiował i gdzieś przechowuje. Nie sposób zaś zagwarantować, że dane te po drodze nie wpadły w ręce innych służb.

Dlatego pewnie pojawiła się teza, że wprawdzie polskie służby – w tym wywiad – zostały już zniszczone, ale i tak na nic by się one zdały, skoro są tacy ministrowie i taki rząd.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj