Prokuratura powinna z urzędu zająć się sprawą Berczyńskiego. Dlaczego jest bezczynna?
Mijają kolejne dni od pojawienia się – i to publicznie – pierwszego sygnału o możliwym wielkim skandalu w nader wrażliwej sferze obronności kraju, a tymczasem żadna z instytucji państwa nie kwapi się tym zająć.
Dr Wacław Berczyński
Krystian Maj/Forum

Dr Wacław Berczyński

Słynną już frazę „To ja wykończyłem caracale” dr Wacław Berczyński wygłosił na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” jeszcze przed Wielkanocą, bo 13 kwietnia. Od tego czasu sprawę szeroko komentowały media, o politykach opozycji nie wspominając. Sam dr Berczyński zdążył zaś wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Nie słychać za to, by zainteresowała ona jakoś prokuraturę (zarówno tę cywilną, jak i wojskową) czy też Centralne Biuro Antykorupcyjne, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. A przecież dla każdej z tych instytucji powinna być ona nadzwyczaj ciekawa.

Prócz samego wątku czysto ewentualnych nieprawidłowości proceduralnych przy organizacji przetargu (opiewającego na sporą sumę, bo 13,5 mld złotych, i mającego spore znaczenie strategiczne oraz polityczne) niewykluczone są przecież i inne tropy. Nie od rzeczy byłoby choćby sprawdzenie możliwości nielegalnego lobbingu, a może też – węziej bądź szerzej rozumianej – korupcji. A także nadużycia uprawnień przez urzędników i braku ochrony informacji niejawnych. Wreszcie, last but not least, niewykluczonej aktywności obcych służb (niekoniecznie zresztą amerykańskich).

Prokuratura lekceważy sprawę Berczyńskiego. Czym się więc zajmuje?

Dla prokuratury jest to w oczywisty sposób historia zasługująca na zajęcie się nią z urzędu – bez czekania na apele opozycji i… wyjazd bohatera (a w każdym razie jednego z bohaterów) za ocean. Służby kontrwywiadowcze i agencja antykorupcyjna powinny zaś przyglądać się jej od dawna – nim jeszcze dr Berczyński pochwalił się (czy może zdradził) swymi wyczynami.

Zresztą to nie tylko w Berczyńskim problem. Bo także – zwłaszcza! – w promującym go w kraju ministrze obrony. A również w zajmujących się feralnym przetargiem urzędnikach czy członkach komisji przetargowej, którzy być może ulegli wpływom przyjaciela samego szefa MON.

Wreszcie zaś, już na innej płaszczyźnie i z innego paragrafu, w szefach służb oraz prokuratorach właśnie – bezczynnych akurat w tym przypadku, bo skwapliwie próbujących wyczuć aktualne zapotrzebowanie politycznych zwierzchników (pytanie, jak teraz potraktują całkiem świeżą sugestię wiceministra Jakiego, by jednak się problemem zajęli?).

W innych kwestiach za to pilnie pracujących. Wojskowi prokuratorzy musieli chociażby niedawno przygotować ponad sto pytań do przewodniczącego Rady Europejskiej i poświęcić aż osiem godzin na przesłuchanie Donalda Tuska. A cywilni wciąż badają na przykład, czy przestępcami nie są obywatele demonstrujący pod Wawelem w czasie, gdy wjechać nań chce Jarosław Kaczyński.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj