Tydzień w polityce
Złe słowo „reforma”
Prezes PiS jak mało kto potrafi zmieniać znaczenia słów, narzucać narrację, zarażać swoją retoryką. Niepopularne „reformy”, wielu kojarzące się z dotkliwymi zmianami, przez długi czas chował za „dobrą zmianą”. Teraz jednak jego partia i podległy mu rząd przestali się kryć z tym, że „reformują” kraj. Tyle że robią to na swoją modłę, nie zważając na nic i dewastując przy tym życie publiczne.

Słowo „reforma” chyba już zawsze będzie się źle kojarzyło. Prezes PiS przez długi czas starał się go unikać. Kojarzyło się ono ze znienawidzoną przez niego III RP, a rządy wprowadzające reformy przegrywały wybory. Teraz jednak reformy weszły na stałe do narracji Prawa i Sprawiedliwości i są przedmiotem dumy obozu rządzącego. Czy ta zmiana zaszkodzi obecnemu rządowi?

Mowa pozwala kształtować rzeczywistość i przywoływać byty, a dobrze dobrane słowa wygrać wybory. Jednak niektóre wyrazy z czasem zaczynają nabierać nowych znaczeń i obrastać emocjami – pozytywnymi bądź też negatywnymi skojarzeniami. Najsłynniejsze reformy Balcerowicza przestawiły gospodarkę na nowe tory i zapoczątkowały udane polskie przemiany. Z czasem jednak wielu zaczęły się kojarzyć z bezrobociem, różnicami społecznymi lub biedą. Do dziś zresztą „reformy Balcerowicza” wywołują polityczne emocje, choć coraz mniej osób pamięta ich istotę.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj