szukaj
„Nasz Dziennik” wyprodukował antygenderowy idiotyzm, którego nie kupiła nawet TVP Kurskiego
Spot dyskryminuje nie tyle mniejszości seksualne, ile przeciętnego widza dowolnej preferencji, który ma prawo do tego, aby mu publiczny nadawca nie serwował obrażających inteligencję głupot.
Jeśli mimo wszystko istnieje na Woronicza jakaś granica tolerowanej głupoty, to nie wszystko jest jeszcze stracone.
Raquel Simoes/Flickr CC by 2.0

Jeśli mimo wszystko istnieje na Woronicza jakaś granica tolerowanej głupoty, to nie wszystko jest jeszcze stracone.

Chodzi o reklamówkę weekendowego magazynu Rydzykowej gazety, a konkretnie tekstu o tym, że w szkołach nieszczęsne dzieciaki zmuszone są „słuchać o homoseksualizmie”. Każdy normalny (czytaj: polski i katolicki) rodzic winien więc zachować czujność i sprawdzić, czy zaraza już dotarła w progi szkoły, w której uczą się jego dzieci. Reklamowany artykuł to zdaje się coś w rodzaju poradnika, jak i gdzie tropić szatana w szkolnych murach.

TVP odmówiło emisji spotu, powołując się na antydyskryminacyjne paragrafy. Na ile zasadnie, to pytanie dla prawników. Bo jak na moją wrażliwość, to spot dyskryminuje nie tyle mniejszości seksualne, ile przeciętnego widza dowolnej preferencji, który ma prawo do tego, aby mu publiczny nadawca nie serwował obrażających inteligencję głupot. Choćby i w komercyjnych blokach reklamowych, które – chcemy tego czy nie – również bywają cokolwiek osobliwym, ale jednak źródłem wiedzy o świecie.

Dlaczego TVP nie traktuje swoich odbiorców poważnie?

Z tym prawem odbiorcy do bycia traktowanym przez TVP poważnie jest skądinąd ogromny problem. Na dobrą sprawę trudno przecież rozstrzygnąć, w czym zakwestionowana reklamówka ustępuje chociażby materiałom emitowanym w głównym wydaniu „Wiadomości”.

Czemuż to „Nasz Dziennik” nie może sobie postraszyć genderem (choć gotów jest za to zapłacić), a reporterzy głównego serwisu mogą do woli straszyć szturmującymi nasz kraj uchodźcami, Schetyną odbierającym 500 plus albo Tuskiem spiskującym z Timmermansem w mrocznych brukselskich korytarzach (choć nie chcemy, aby finansować to z naszych pieniędzy)? Przyznacie Państwo, że bez zaawansowanej dialektyki trudno na to odpowiedzieć.

Ośmielam się więc poddać ów dylemat prezesowi Kurskiemu pod rozwagę. Bez nadmiernych rzecz jasna oczekiwań, ot tak, po starej znajomości. Bo jeśli mimo wszystko istnieje na Woronicza jakaś granica tolerowanej głupoty, to – choćby i miała odgradzać jedynie najdalej położone marginesy – nie wszystko jest jeszcze stracone. Można ją przecież kroczek po kroczku przesuwać w dobrą stronę. Czego sobie i Państwu życzę.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj