szukaj
Zmień ton
Gdyby opozycja miała – tak jak władza – własną telewizję, to monolog premier Szydło emitowałaby co godzinę.

Dlaczego pan się drze? – zapytał z mównicy sejmowej Piotr Gliński, profesor, pierwszy wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego. Człowiek obdarzony taką wielością tytułów i zaszczytów powinien być arbitrem elegancji i kultury, tymczasem mówi, że poseł „się drze”. Być może ów poseł (którego nie pokazano, gdyż kamera pokazywała wicepremiera) zachowywał się niestosownie, może skandował „do dy-mi-sji!”, „kon-sty-tu-cja!”, ale żeby minister kultury tak się zdenerwował, że dla niego poseł się „darł”? Owszem, Sowa i przyjaciele też nie przebierali w słowach, klęli jak szewcy, ale to było w knajpie i w przekonaniu, że są sami swoi.

Gdybyż Gliński był jedyny! Nie. Jeden po drugim przedstawiciele władzy od pewnego czasu krzyczą, „wychodzą z nerw”. Na mównicy, na drabince, na ulicy – zewsząd krzyczą. Nie mówią, nie rozmawiają, nie dyskutują – tylko podnoszą głos.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną