Szef MON publicznie atakuje Lecha Wałęsę. PiS pisze polską historię na nowo
Antywałęsista Macierewicz
Urzędujący minister Antoni Macierewicz nazwał Lecha Wałęsę jednym z największych „szkodników” w historii Polski.
Urzędujący minister Antoni Macierewicz nazwał Wałęsę jednym z największych „szkodników” w historii Polski.
MON/Flickr CC by 2.0

Urzędujący minister Antoni Macierewicz nazwał Wałęsę jednym z największych „szkodników” w historii Polski.

Urzędujący członek demokratycznie wybranego rządu zaatakował oficjalnie w publicznych mediach człowieka z żelaza, Lecha Wałęsę. Minister Antoni Macierewicz uczynił to przy okazji rocznicy wyborów czerwcowych 1989 r. Nazwał Wałęsę jednym z największych „szkodników” w historii Polski, który sprawił, że „ogromna część narodu dała się oszukać i nie może z tego wyjść”.

To propagandowe kłamstwo jest częścią pisania przez PiS polskiej historii na nowo. Wałęsa ma zostać zastąpiony Lechem Kaczyńskim, premier Mazowiecki premierem Olszewskim, dawna opozycja demokratyczna Macierewiczem i Naimskim, bohaterowie Armii Krajowej powojennymi bojownikami z komunizmem.

Ta akcja rozwija się wbrew prawdzie o roli Wałęsy. Historyk Antoni Dudek przypomina w jednym z wywiadów, że sam Jarosław Kaczyński przyznał w swej autobiografii, iż „Lech Wałęsa był wehikułem, dzięki któremu środowisko polityczne Kaczyńskich awansowało tak szybko i tak wysoko” (rozmowa z Michałem Sutowskim).

Lech Wałęsa a bracia Kaczyńscy

To Wałęsie bracia Kaczyńscy zawdzięczają wejście do poważnej polityki. Tego nie zmieni ich późniejsze rozejście się na zawsze. Z kolei historyk Andrzej Friszke dodaje w swojej rozmowie z Sutowskim, że Kaczyński nigdy nie był „fanatycznym antywałęsistą jak Cenckiewicz i nie tylko przyznaje Wałęsie rację w przełomowym roku 1988, ale twierdzi, że Wałęsa musiał zostać prezydentem”.

No to jak, Panie Ministrze, szkodnik czy lider?

Macierewicz, dziś akolita Kaczyńskiego, jest znanym z historii przykładem politycznych królobójców. To mierna zasługa w porównaniu z Wałęsą na czele Solidarności, noblistą i Prezydentem RP. O Wałęsie wie cały świat, o Macierewiczu nic nie wie nawet niejeden Polak.

Gdyby Macierewicz, mówiąc te słowa, był tylko działaczem partyjnym, te słowa też byłyby skandalem, lecz nie miałyby tej wagi, którą mają w ustach wysokiego funkcjonariusza państwa polskiego. Jest ono dobrem wspólnym wszystkich obywateli, tak samo Macierewicza i jego zwolenników, jak Wałęsy i ludzi wciąż widzących w nim bohatera zmagań o niepodległość.

Słowa ministra pokazują, że jego obóz wyklucza ze wspólnoty obywatelskiej i narodowej swych przeciwników i krytyków. Czyni to przy wykorzystaniu autorytetu urzędu ministra RP. Wielu ludzi odbierze to jako wskazówkę, jakie poglądy i postawy są mile widziane przez obecną władzę.

Tak działała władza w PRL, tak działa każda władza dążąca do jedynowładztwa nad państwem, polityką, edukacją, kulturą i historią. Obywatele mają zrozumieć, że racja leży we wszystkim po stronie władzy, a inne poglądy, przekonania i wartości są gorszego sortu. Otóż nie. Prawda leży tam, gdzie leży, i z pewnością słowa ministra nie mają z nią nic wspólnego.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj