szukaj
Czym właściwie jest miesięcznica smoleńska: zgromadzeniem obywatelskim czy uroczystością religijną?
Związywanie elementów narodowych („Żeby Polska była Polską”) z państwowymi (Pałac Prezydencki) z politycznymi (rzecz inicjuje prezes jednej z partii politycznych) i kościelnymi narusza autonomię Kościoła.
Sznur policjantów pod kościołem św. Anny
Polityka

Sznur policjantów pod kościołem św. Anny

Zaczęło się miesiąc temu. Brutalne potraktowanie Angeliki Domańskiej, działaczki Partii Zieloni i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, i Elwiry Borowiec podczas majowego starcia miesięcznicy smoleńskiej z kontrdemonstracją, wywołało oburzenie wśród środowisk kobiecych. Działaczki od razu zdecydowały, że 10 czerwca na kontrmiesięcznicy pojawią się kobiety ze Strajku. I rzeczywiście, w czerwcową sobotę przez Warszawę przeszedł marsz „czarnych parasolek” z białymi różami. Zgodnie z prośbą organizatorów zajęły strategiczne miejsce na placu Zamkowym – tuż przy kościele św. Anny, gdzie odbywają się comiesięczne msze za smoleńskie ofiary. Z kościoła miała przejść procesja pod Pałac Prezydencki, gdzie miesięcznice kończą się słynnymi przemówieniami Jarosława Kaczyńskiego i zwykle wielu innych polityków. I w końcu przeszła – ale najpierw trzeba było poradzić sobie z blokadą.

Obywatele RP i działaczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet razem z zaprzyjaźnionymi legendami opozycji (na pewno był tam Władysław Frasyniuk, ale wieść gminna niesie, że również Maja Komorowska) usiedli na jezdni Traktu Królewskiego, chwycili pod ręce i skuli łańcuchami. Nie pomogło granatowe morze policjantów – nie było szans, żeby smoleńska procesja przeszła w zaplanowany sposób bez interwencji.

A więc biernie opierających się blokujących zaczęto znosić z jezdni – w lewo na podwóreczko przy Barze Warszawa i w prawo pod arkady budynku należącego do Ministerstwa Rolnictwa. Tam zaczęło się spisywanie. Podobno Władysław Frasyniuk upierał się, że nazywa się Jan Kowalski (stary numer, który trochę gorzej działa w dobie zdigitalizowanej bazy PESEL z mobilnym dostępem) – jego trzymali najdłużej, podobno dostanie zarzuty za popchnięcie policjanta. Pozostałych zaczęli wypuszczać już po trzech kwadransach. Najważniejsze, że procesja Jarosława Kaczyńskiego, odgrodzona od rzeczywistości poczwórnymi szpalerami policjantów z każdej strony i bannerami 5 m x 10 m, dotarła pod Pałac i miesięcznica mogła się odbyć.

Czym właściwie jest miesięcznica smoleńska?

Nie jest jasne, czy było to świadome zniechęcanie do uczestnictwa w ceremonii podwyższonego ryzyka czy magnetyzm meczu przerósł atrakcyjność państwowo-religijnej uroczystości – tak czy owak Jarosław Kaczyński przemawiał z podwyższenia do placu, który był pustawy. Nie mógł widzieć zasłoniętego płachtami materiału tłumu zgromadzonego po drugiej stronie barierek, ale na pewno go słyszał. Nie tylko zwyczajowe reakcje na jego (wyjątkowo krótkie) przemówienie, ale i proste okrzyki „Do kościoła!”, kiedy z głośników grzmiały elementy nabożeństwa. Po błogosławieństwie – „Idźcie w pokoju Chrystusa” – z głośników zamiast religijnej pieśni wybrzmiało „Żeby Polska była Polską” w słynnej interpretacji Jana Pietrzaka z festiwalu w Opolu. I to był już koniec.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj