Rozpoczęły się represje wobec organizatorek Czarnego Protestu. Szykany, odmowy urlopu i zwolnienia
Ulubionym chwytem jest teraz sądzenie za symbol Polki Walczącej.
Michal Walczak/Agencja Gazeta

Ulubionym chwytem jest teraz sądzenie za symbol Polki Walczącej.

Po tej miesięcznicy, ponownie z powodu ataków tłumu, przynajmniej dwie kobiety musiały szukać pomocy u ortopedy (złamania palców), na jednym mężczyźnie policjant zastosował chwyt wykręcania jąder (to pewnie tylko ułamek przypadków). W mijającym tygodniu wysłano pierwsze zaproszenia na przesłuchania dla tych, którzy nie zaakceptowali mandatów.

Pokłosie miesięcznicy

Wśród osób wyniesionych, przetrzymywanych przez dwie godziny i spisanych przez policję w sobotę, 10 czerwca, 11 osób na 102 przyjęło mandaty. Już zaraz w środę jedna z nich miała wizytę policji w swoim domu. To samotna matka mieszkająca na wsi (chce zachować anonimowość).

Tak opisuje sytuację: O godzinie 16.55, wychodząc na zebranie szkolne, wpadłam na progu domu na dwóch funkcjonariuszy policji w mundurach. Panowie grzecznie się przywitali, ale z racji, iż już byłam spóźniona, przeprosiłam ich i pobiegłam do szkoły. Panowie stwierdzili, że poczekają, co też uczynili. Po niecałej godzinie wróciłam do domu, a ich samochód jak stał przed moją bramą, tak stał. Zaprosiłam ich do środka, prosząc jednocześnie mojego tatę, by nam towarzyszył. Panowie byli mili i grzeczni, choć mocno ironiczni [ironię powodowało zaangażowanie samotnej matki w opozycję w miejscowości zdominowanej przez zwolenników PiS]. Na żadne z moich pytań – dlaczego, po co, w jakim celu – nie odpowiadali inaczej niż wyklepaną regułką „nie wiemy”, „dostaliśmy rozkaz, więc robimy swoje” etc. Jedno było powiedziane na wstępie, że zostali wysłani w celu potwierdzenia danych oraz informacji udzielonych funkcjonariuszowi policji 10 czerwca w Warszawie w trakcie wypisywania mandatu za wykroczenie. Pytania były szczegółowe i dotyczyły tak mojego życia prywatnego (znali nawet wykształcenie), jak zawodowego czy posiadanego majątku, skupiały się wokół stowarzyszenia, do którego należę, i jego planów na przyszłość. Padło także pytanie o to, czy wybieram się do Warszawy 10 lipca. Poinformowali mnie, że pokwapili się osobiście, gdyż wiedzą, iż posiadam trójkę dzieci, i nie chcieli mi robić problemów. Jeśli jednak nie chciałabym z nimi „rozmawiać”, będą zmuszeni oficjalnie wezwać mnie na komendę. Niczym nie straszyli, niczego nie proponowali, ot, potwierdzali już zebrane informacje na mój temat, ale w jakim celu? Nie mam pojęcia.

Kasia, nazwijmy ją tak, określiła to jako tzw. policyjną przyjacielską rozmowę, a na pytanie, czy nie obawia się, że będzie obserwowana, jeśli zdecyduje się jechać do Warszawy 10 lipca, odpowiedziała ze spokojem: – Ja już jestem obserwowana. Dopytywana, dodała enigmatycznie, że „różne okoliczności i sytuacje na to wskazują”.

W końcu pokazała zrzut z ekranu z ustawień telefonu, na liście jako dostępne Wi-Fi pojawia się „wóz operacyjny ABW nr46_EXT”. Pokazało się to podczas zakłóceń z powodu burzy. O podsłuchach mowa u Obywateli RP, szepcze się o tym również w ruchu OSK (Ogólnopolski Strajk Kobiet). Do tej pory można to było kłaść na karb przewrażliwienia.

Polka Walcząca wykluczona z bohaterstwa

PiS nie tylko kryminalizuje obywatelki, ale też dyskryminuje je na płaszczyźnie symbolicznej. Gdy podczas 11 listopada, w obecności burmistrza Witolda Namyślaka i starościny Teresy Osowskiej-Szarej, delegacja kobiet marszowym krokiem zbliżyła się do Obelisku Niepodległości w Lęborku, zaczęły sypać się wyzwiska („Poszoł won”), nikt nie interweniował. Godniejsza składania kwiatów okazała się delegacja Klubu Motocyklowego.

Ulubionym chwytem jest teraz sądzenie za symbol Polki Walczącej. Użycie plakatu Solidarności z kobietą kowbojem zostało oprotestowane przez związek Solidarność, aż sprawę uciął właściciel praw do znaku, autor plakatu. Także powstańcy warszawscy wypowiedzieli się, że nie mają nic przeciwko używaniu symbolu kotwicy przez kobiety, bo służy słusznej walce. Mimo to aktywiści propisowscy ciągają po sądach kolejne osoby za dorysowanie kropek na znaku Polski Walczącej. Mężczyzna może znieważać kotwicę wydrukowaną na slipkach, ale kobieta nie może jej użyć z dodanymi dwoma kropkami na naklejce. W Szczecinie sprawę za transparent umorzono, bo – jak uzasadnił sąd – piersi pojawiają się nawet w sztuce (jest syrenka z nagim biustem, Nike, wolność wiodąca na barykady), ale niedawno w Kielcach wręczono grzywnę 2 tys., bo naklejki uznano za „obsceniczne”, znieważające symbol, za który „krew przelało w czasie II wojny światowej tysiące Polaków”. Kilka innych spraw jest w toku.

Podobne działania radykalizują kobiety. Czy PiS uderzając w tę część społeczeństwa, którą z wyżyn maczyzmu uważa za słabszą, nie hoduje sobie przeciwnika, który powali Goliata?

Marta (26 lat) na pytanie, czy boi się represji, mówi zdecydowanie: – Jestem za bardzo zdeterminowana, żeby się bać. I dodaje: – Nawet jeżeli będą jakieś represje, wiem, że mogę liczyć na inne zaangażowane kobiety z OSK i nie tylko. Jest nas 52 proc., ze wszystkimi sobie nie poradzą!

Natalia (29 lat) przyznaje się do strachu, „ale to nie znaczy, że nie będę nic robić”. Agnieszka (lat 43) dorzuca: – Każdy racjonalnie myślący człowiek zastanawiałby się, jakie represje mogą go spotkać. Ale ciągle mi wychodzi, że zdecydowanie jest więcej punktów za tym, by się dalej angażować i demonstrować. Jedyny lęk pojawia się przy kwestiach rodzinnych, ale jak mówi Patrycja (lat 35), „jak ruszą moją rodzinę, to nie odpowiadam za siebie”.

Zdeterminowane zakładają Parasolki, komitet pomocy zaangażowanym. Każda osoba, która potrzebuje pomocy (finansowej, prawnej) może się zgłosić się pod adresy: parasolki@protonmail.com albo fanpage’u „Parasolki”, a także do Obywateli RP: pomocorp@protonmail.com i pod tel. 576 161 505.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj