Faszyzm jest w nas
Im większa jest polityczna idea, tym mniej umiaru i rozsądku w głowach tych, którzy chcą ją zrealizować.

Mówi się, że duch faszyzmu krąży nad Europą. Ano krąży. Towarzyszy on nieodłącznie duchowi komunizmu i chyba nie ma na to rady. Dopóki nie wyrzekniemy się naszych największych ideałów powszechnego szczęścia ludzkości, nie porzucą nas demony faszyzmu – podpowiadające, by to szczęście ograniczyć do własnego plemienia, religii, rasy, narodu, a nawet partii.

Wszyscy jesteśmy komunistami. To rzecz sprawdzona. Bo któż nie marzy o rajskim świecie, gdzie wszyscy są dla siebie jak bracia i siostry, nikt nie jest sam, nikt nikogo nie gnębi, nie wyzyskuje i nie dyskryminuje? O świecie, w którym wszyscy pracują razem i dzielą się solidarnie owocami tej pracy. O świecie, w którym nie liczą się twarde łokcie i twarda konkurencja, lecz dobroć, życzliwość i pracowitość. Taki świat, oparty na miłości, poczuciu równości i szacunku dla każdego człowieka, od ponad dwóch tysięcy lat jest marzeniem proroków, filozofów i polityków. A także zwykłych ludzi – wierzących i niewierzących. Trudno znaleźć takich, którzy wprost odżegnują się od idei etycznej wspólnoty całej ludzkości, od braterstwa, równości i wolności jako podstawy życia społecznego.

Idea ta łączy chrześcijaństwo z islamem i judaizmem, liberalizm z socjalizmem, rewolucję francuską z rewolucją październikową, lewicę z prawicą. Tylko że nie do końca. Kłopoty zaczynają się, gdy przychodzi do uszczegółowienia tej wizji, a zwłaszcza wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie, jak do tego błogosławionego stanu powszechnej miłości mielibyśmy dojść?

Wyznawcy biblijnych proroków, a także Jezusa i Mahometa, wyobrażają sobie, że ludzkość połączyć może w harmonijną całość wyłącznie wiara i to wiara prawdziwa, a drogą do tego celu jest jej upowszechnianie. Sądzą ponadto, że ludzie nie poradzą sobie sami – musi zjawić się wysłannik boży, aby zaprowadzić pokój i miłość na całej ziemi. Należy czekać, modlić się i żyć pobożnie, pod kierownictwem uczonych kapłanów. Rewolucjoniści zaś żywią przekonanie, że ludzie muszą tę największą Sprawę ludzkości wziąć we własne ręce, bo wolność, równość i sprawiedliwość w dostępie do dóbr zapewnić może tylko sprawiedliwe państwo jako strażnik tych wartości. Wpisują je w swoje konstytucje – liberalne i socjalistyczne. Anarchiści – przeciwnie – sądzą, że państwo jest dla braterstwa ludzi największą przeszkodą, a jego likwidacja przywróci ducha wolnej współpracy i solidarności między ludźmi. Różnice są wielkie, lecz nawet skrajni indywidualiści mają na uwadze jakiś wielki kolektyw hołubionych przez siebie wolnych i osobnych jednostek. Metafizyką wspólnoty podszyta jest nawet najbardziej cyniczna wizja polityki.

Nie, nie wszyscy są komunistami. Przesadziłem. Wielu z nas marzy wprawdzie o świecie bez nienawiści, niesprawiedliwych nierówności i wojen, lecz mimo to nie chciałoby podejmować żadnych działań na rzecz budowy takiego świata. Sądzą bowiem, że są to nieuchronnie działania arbitralne, autorytarne, ideologiczne, a nawet fanatyczne. Im większa jest polityczna idea, tym mniej umiaru i rozsądku w głowach tych, którzy chcą ją zrealizować.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj