szukaj
Cukierki z szyszki
Głupota lub cynizm popychają do wycinania drzew z prastarej puszczy, jakby chodziło o samosiejki rosnące za ich wygódką.

Jedliście kiedyś cukierki z szyszki? Smakują gorzko, wywołują niesmak i fale mdłości. Po ich spożyciu w człowieku wzbiera fala agresji. Gdyby sprzedawano je w sklepie Freda i George’a Wesleyów, młodocianych czarodziejów z niemal zabronionego w Polsce „Harry’ego Pottera”, miałyby wygląd woskowiny z uszu.

Z garścią cukierków wyszedł do nas, manifestujących kilka dni temu w Warszawie, urzędnik z Ministerstwa Środowiska. Sam minister Szyszko nie pofatygował się do obrońców Puszczy Białowieskiej. Może zabrakło mu ambony albo korniki zjadły notatki? W każdym razie moment, kiedy obywatele stoją pod ministerstwem i czekają, żeby porozmawiać z ministrem rządu swojego kraju, a on traktuje ich, jak kolejne drzewa do wycięcia, był trudny. To była jedyna chwila podczas tej manifestacji, kiedy Grażyna miała ochotę bić. Ale był to marsz kulturalnych ludzi, dlatego niefortunnego posłańca wybuczano i wygwizdano. Nie chciał z nami rozmawiać, pewnie nie miał ukazu, pozwoleństwa czy innych plenipotencji od gogolowskiego zwierzchnika. Wyśmialiśmy go.

Warszawski Marsz dla Puszczy zebrał około pięciu tysięcy ludzi. Przeszliśmy środkiem Warszawy, od placu Defilad, Alejami Jerozolimskimi i ulicą Raszyńską. Ludzie cały czas dołączali do nas, grały bębny, były hasła: „Cała puszcza parkiem narodowym!”, „Nam nie jest szyszko jedno”. Organizatorzy zadbali, żeby przemarsz był spokojny. Kiedy stanęliśmy pod gmachem ministerstwa, przemawiał jeden z tych, którzy protestują na miejscu, w samej puszczy. Tam jest teraz strasznie. Tam naprawdę tną drzewa na potęgę, a protestujących „usuwają” z coraz większą brutalnością. Na szczęście są wakacje i jeśli ktoś chce zrobić coś dla Polski i Polaków, dla siebie, swoich dzieci, przyszłych pokoleń, może pojechać do Puszczy i bronić drzew. To nasz kraj, nasze drzewa, tylko tak się składa, że chwilowo rząd nie nasz.

Patrząc na organizatorów marszu, na ludzi wokół biorących udział w proteście, pomyślałyśmy o tym, jak przegięła Marine Le Pen. Znana we Francji pisarka senegalsko-francuska Fatou Diome nazwała ją Marine-Handlarka-Nienawiścią. U nas jeszcze bardziej obrodziło Handlarzami Nienawiścią. We Francji tak strzykali jadem, aż ludzie mieli dość i wybrali młodego prezydenta i jego ruch En Marche! Nasi Handlarze tkwią uczepieni stołków, ale jeśli przez ich działania Polska zacznie się dusić od smogu, to może Polacy zrozumieją, że i my mamy swój Marsz. I może spośród obrońców Puszczy wyłuskają polskiego Macrona.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj