Dlaczego prezes PiS upokarza Beatę Szydło
Jarosław Kaczyński zaczął jakąś nową układankę, w której dla Beaty Szydło może zabraknąć miejsca. Po raz kolejny pani premier została sprowadzona do pozycji całkowicie podległej i usłużnej.
Kaczyński zaczął jakąś nową układankę, w której dla Beaty Szydło może zabraknąć miejsca.
PiS/•

Kaczyński zaczął jakąś nową układankę, w której dla Beaty Szydło może zabraknąć miejsca.

Na zlocie partyjnym PiS prezes tej partii pokazał się w całej krasie. Styl, w jakim przemawiał, treść tego wystąpienia, gesty podkreślały jego pozycję i władzę, przewagę nad wszystkimi zebranymi w sali, w tym, a może przede wszystkim, nad panią premier.

Odpowiednio dobrane dekoracje, barwy i symbole, uroczyste stroje delegatów, fryzury delegatek – wszystko to czyniło zdarzenie wyjątkowym, a postać pana prezesa na jakiś sposób cudowną.

Jarosław Kaczyński wystąpił jako lider partyjny, to oczywiste, ale fakt, że PiS jest partią rządzącą, czynił z tego wystąpienia wydarzenie szczególne, nie po raz pierwszy zresztą. Stało się to już normą, oczywistą oczywistością, że prezes stał się Naczelnikiem Państwa, że to dostęp do jego ucha jest miarą kariery, pozycji, możliwości politycznych w realnej polityce. To w głowie Kaczyńskiego roją się pomysły i wizje, strategie i taktyki, ale też humory i obsesje. I one następnie wywierają wpływ na politykę państwa, rządzą rządem, panią premier i panem prezydentem oraz resztą towarzystwa spod znaku PiS.

Morawiecki górą, Szydło dolinami

Prezes z niejakim upodobaniem demonstruje tę władzę, rozdaje pochwały i nagany, już nie przejmując się dwuznacznością tego rodzaju zachowań (skądinąd niby szeregowego posła) i absmakiem, jaki to może wywoływać. Na ostatnim zlocie upominał ministrów w obecności premier, wytyczał kierunki i zadania dla rządu, promował wicepremiera Morawieckiego, mianując go właściwie na pozycję numer jeden w gabinecie ministrów. Morawiecki przemawiał jak gwiazdor, planował i rysował przyszłość, baśnie opowiadał, a pani premier siedziała cichutko i milczała, bo po prostu prezes nie dał jej głosu.

Jarosław Kaczyński zaczął jakąś nową układankę, w której dla Beaty Szydło – zdaje się – może zabraknąć miejsca, a nawet jeśli ono nie będzie zmienione, to tak czy inaczej po raz kolejny pani premier została sprowadzona do pozycji całkowicie podległej i usłużnej. Widowiskowo i demonstracyjnie, i zapewne jak najbardziej celowo. Może za dużo było pozytywnych notowań dla premier, może były jakieś przetargi gdzieś na zapleczu, w których Beata Szydło w aliansie ze Zbigniewem Ziobrą próbowała wzmocnić własne zaplecze polityczne, kosztem wicepremiera Morawieckiego? Takie przynajmniej krążyły pogłoski, a cechą tej dworskiej polityki są właśnie tego rodzaju opowieści.

Z kolei wzmocnienie tego ostatniego nie przynosi większego ryzyka dla Kaczyńskiego osobiście, gdyż Morawiecki jest nadal ciałem obcym w PiS, nie istnieje bez swojego protektora i w każdej chwili jego karierę można zakończyć. A opowiada ładnie, można go pokazać w świecie, poza tym w lot łapie wszystkie ideologiczne matryce pana prezesa.

W jakimś sensie Beaty Szydło żal. Stanąć powinna przed Trybunałem Stanu za łamanie konstytucji, długo spowiadać się za kłamstwa i wiarołomstwa, za aktywny współudział w szerzeniu nienawiści i w ogóle za całą politykę rządu, w tym zagraniczną. Odpowiada za to osobiście i nikt tej odpowiedzialności z niej nie może zdjąć. Nawet Jarosław Kaczyński, który jest prawdziwym autorem tej polityki. I który oto z dziwną lekkością i nonszalancją Beatę Szydło upokarza, odsuwa w cień, bierze w nawias.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj