szukaj
Selfie z Giocondą
Żywa Amerykanka, nawet i gruba, jest nieskończenie prawdziwsza i doskonalsza od kamiennego Dawida, który mówi: patrzcie, jestem tak piękny.

Któż nie chciałby być sławny? Albo przynajmniej w blasku sławy się unurzać? Sława jest jak lustro – gdy wielu o nas wie, to jest tak, jak gdyby wokół nas rozstawiono lustra. Odbijamy się w oczach i umysłach bliźnich i powracamy do siebie w utrwalonej tym publicznym przetworzeniem postaci. Śmierć naszych cielesnych ciał oddala się od nas na chwilę. Wszak jeśli nieśmiertelność może człowiekowi zapewnić wyłącznie nieśmiertelne dzieło, jak Gioconda Leonarda, gdzież mielibyśmy szukać nieśmiertelnej sławy na swoją śmiertelną miarę, jeśli nie u jej boku?

Kogo w Luwrze irytują masy profanów robiących sobie zdjęcia z Moną Lisą albo chwytające między palce przyrodzenie Dawida we florenckiej Galerii Uffizi, by owo wesołe „złudzenie perspektywy” upowszechnić na Facebooku, ten niechaj zatrzyma się na chwilę i pomyśli, czym jest sztuka, dla kogo i po co malował Leonardo, a Michał Anioł rzeźbił. Kim są ci maluczcy profani, a kim publiczność bardziej kulturalna i wyrobiona?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj