Podręczne nas nie uratują
Podręczne nie uratują naszej ziemi, bo – jak powiedział prezydent Francji – nie ma „planety B”.

Podręczne powitały Trumpa. Stały w czerwonych szatach i białych czepkach tuż obok placu, na którym przemawiał. Kobiety odgradzał szpaler policji. Gdyby nie on, z pewnością zostałyby zaatakowane przez tłum zwolenników twardej ręki. Zwieziono ludzi z całej Polski. Można ich potem było zobaczyć, jak krążą po ulicach, robiąc sobie zdjęcia przy zabytkach, lub nerwowo sprawdzają adresy na mapie. Wyborcy obecnie rządzącej partii w Polsce kochają prezydenta Ameryki. Przede wszystkim dlatego, że jest bogaty. A jak bogaty, to łebski. Może szczęście do pieniędzy jest zaraźliwe i dzięki temu, że się będzie na niego patrzyło, to skapnie coś do kieszeni? Może Donald rzuci z mknącego samochodu choćby cukierki, może jego smutna żona pomacha do nas i pobłogosławi?

Polacy kochają Amerykę. Jej mit, że jak się człowiek postara, to będzie miał. W Polsce wszyscy się staramy i gówno mamy. U nas pucybut będzie pucybutem i nigdy nie będzie dumny z flagi swojego narodu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną