Nie przesadzajmy z tymi zachwytami nad Andrzejem Dudą
Andrzej Duda myśli, że przeżywa swoje wielkie dni.
Andrzej Duda
Facebook

Andrzej Duda

Dudomania, która obudziła się w co durniejszych kręgach, przypomina zachwyty nad Kościołem, gdy tylko jakiś biskup albo papież powie coś najbanalniejszego w świecie, na przykład że pedofilia jest zła i trzeba ją zwalczać. Jak wygląda zwalczanie pedofilii przez Kościół, to każdy średnio rozgarnięty i średnio zdolny do bezstronności może się dowiedzieć z internetu w ciągu kwadransa. Entuzjaści teorii „dobrego cara i złych bojarów”, vel. dobrego papieża i złych proboszczów, są teraz tak jakby trochę mniej oburzeni na człowieka, który podpisał całą serię niekonstytucyjnych ustaw i niezgodnych z prawem ułaskawień, nie mówiąc już o medalach i nagrodach dla ludzi, o których powiedzieć „dziwni” to kpina z eufemizmu.

Andrzej Duda właśnie podpisał ustawę o ustroju sądów powszechnych, zgodnie z którą prokurator mianuje sędziów na stanowiska. Władza prokuratora nad sędziami to koniec niezawisłości sądów, państwa prawnego i prawa do sprawiedliwego procesu. To jawna kpina z konstytucji, z Unii Europejskiej, a przede wszystkim ze społeczeństwa.

A że nie podpisał dwóch równie strasznych ustaw? Czyżby niezłamanie konstytucji było jakąś zasługą bądź powodem do pochwał? To przecież śmieszne. Duda zawetował dwie ustawy, licząc na to, że na jego wizerunku bezwolnego aparatczyka i wykonawcy dewastacyjnych poleceń Kaczyńskiego pojawi się „rysa”, która uczyni jego postać „dwuznaczną” i uchroni przed Trybunałem Stanu i ostatecznym ośmieszeniem. Poza tym liczy, że jak będzie bardziej samodzielny i wyrobi sobie jakąś markę na prawicy, to ktoś wystawi go na drugą kadencję.

Kaczyński do tego czasu nie będzie już pewnie rządził (jest chory, a poza tym – jak widzimy po jego dzikich bluzgach i zadławieniach nienawiścią – utracił stabilność psychiczną, czego się w polityce nie wybacza), więc Duda nie musi się aż tak płaszczyć przed swoim pryncypałem, jak na początku kadencji, gdy jeszcze mogło się wydawać, że Kaczyński ma pewne pięć lat niepodzielnych rządów w partii.

Rękami Dudy PiS przeprowadzi pacyfikację sądownictwa jesienią. Te ustawy będą może trochę mniej brutalne niż to, co udało się teraz, dzięki protestom społecznym i pogróżkom z Europy, zablokować, ale sedno sprawy się nie zmieni – partia będzie mogła wywalić z roboty każdego sędziego, który jej podpadnie, tak jak obecnie może już wywalić każdego prokuratora. Za rok nie będzie już takiej możliwości, aby nie dało się komuś zrobić sprawy i go skazać. Zasada „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie” wejdzie do naszego rodzimego obrotu prawnego, że się tak wyrażę.

Andrzej Duda myśli, że przeżywa swoje wielkie dni. Zbiera jakieś absurdalne hołdy z okazji popełnienia tylko jednego przestępstwa przeciwko konstytucji (wszak mógł popełnić od razu trzy) i postawienia się Kaczyńskiemu. Jeszcze chwila, a uroi sobie, że jest „samodzielnym politykiem”. Będzie strzelał „pomysłami na Polskę” i potykał się z aparatem partyjnym, walcząc o to, aby prestiżowe tematy „chodziły” w Sejmie jako „projekty prezydenckie”, a nie rządowe czy poselskie. Tak jakby miało to jakieś znaczenie, którzy funkcjonariusze PiS piszą papierki mające ugruntować nacjonalistyczno-klerykalną dyktaturę. Wam nie jest wszystko jedno? Cóż, mnie najzupełniej.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj