Tydzień w polityce
Zdradzieckie mordy – łączcie się!
Adrian opuścił przedpokój Prezesa i udał się w nieznanym kierunku. Czy tylko na chwilę?

Kiedy mój wnuk był mały, stanowczo domagał się w łóżku przed zaśnięciem jakiejś historyjki. Szybko wyczerpałem swój zapas opowieści i po jakimś czasie zacząłem mocno przynudzać. Ciągnąłem jakąś historyjkę o rycerzu, który jechał i jechał na koniu, przez las, przez pole, licząc na to, że mały zaśnie, zanim wymyślę zakończenie. Kiedy poinformowałem, że właśnie wjechał do wsi, Jaś otworzył oczy i powiedział: „Aż tu nagle…”. Coś takiego przydarzyło nam się ostatnio. Pisowski walec toczył się wartko do przodu, rozjeżdżając konstytucję i sądownictwo, opozycja dzielnie walczyła, suweren szykował się lub był na wakacjach. Wszystko jak zwykle. Aż tu nagle… Tłumy na ulicach, młodzi ludzie, nie tylko w dużych miastach, a na koniec jak grom z jasnego nieba dwa weta. Ciekawa sprawa z tymi wetami. Co właściwie powodowało prezydentem? Oczywiście masowe protesty zrobiły swoje, ale – zwłaszcza w świetle zapowiedzi, że niedługo przedstawi własne projekty – ważne jest, co konkretnie mu się w tych ustawach nie podobało.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną