Demokracja z ducha wiary
U podłoża „prawa do samorządu” legła założycielska idea świata nowoczesnego – równość.

Demokracja to dziwny ustrój. Składa się z paradoksów i wyrafinowanych ideałów, których masy ani znać, ani praktykować nie mogą. Zupełnie jak w teologii! Jeśli mimo to masy w jakiś sposób akceptują demokrację, to z powodu analogii do religii, której demokracja wydaje się swego rodzaju innowacyjnym derywatem. Czy upadek religii pociągnie za sobą upadek demokracji? Wielu się tego obawia.

Nowoczesna demokracja ustanawia nowe prawo moralne: prawo do samorządu. Nic o nas bez nas! Skoro należę do wspólnoty potrzebującej rządu, mam prawo nią współrządzić, czyli współdecydować o sprawach, które są również moimi sprawami. Tymczasem rządzenie na tym właśnie polega, że ktoś wydaje rozkazy, a ktoś inny ich słucha. W małej grupie można podejmować decyzje kolektywnie; w skali całego społeczeństwa to fikcja. Spróbujcie tylko wytłumaczyć człowiekowi, któremu w szkole nie wtłoczono do głowy demokratycznych imponderabiliów, że można jednocześnie rządzić i być rządzonym. To całkiem jak z tym Bogiem jedynym, co to jednak jest w trzech osobach.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj