Ile w rządach PiS jest podobieństwa do czasów PRL
Jak osadza się władza
Rozmowa z dr. hab. Marcinem Zarembą o podobieństwach między obecnymi zmianami politycznymi i czasami kształtowania się PRL.
Fragment Wystawy Ziem Odzyskanych (Wrocław, 1948 r.), zorganizowanej w ramach cyklu imprez propagandowych pokazujących osiągnięcia Polski Ludowej w odbudowie ziem przyłączonych po drugiej wojnie światowej. Niemiecki napis na plakacie głosi: „Chroń lasy”.
PAP

Fragment Wystawy Ziem Odzyskanych (Wrocław, 1948 r.), zorganizowanej w ramach cyklu imprez propagandowych pokazujących osiągnięcia Polski Ludowej w odbudowie ziem przyłączonych po drugiej wojnie światowej. Niemiecki napis na plakacie głosi: „Chroń lasy”.

Joanna Podgórska: – Coraz częściej słyszy się porównania dzisiejszej Polski do epoki PRL. Przesada, czy władza rzeczywiście sięga po stare klisze?
Marcin Zaremba: – Karol Marks napisał, że jeśli historia się powtarza, to jako farsa. Wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego i jego akolitów często budzą śmiech, inspirują memy. Ale sprawa jest bardziej złożona. Jedną z cech charakterystycznych systemów biurokratycznych, także komunizmu, była tajność i poufność. Każde posiedzenie Biura Politycznego czy Rady Miejskiej było poufne; nic nie mogło się wydostać na zewnątrz. Tajność była fetyszem i to wróciło. Nie bardzo wiemy, co robią tacy ministrowie, jak Mariusz Kamiński czy Mariusz Błaszczak. Nie udzielają wywiadów, a jeśli już, to tylko w Radiu Maryja.

Są dwie interpretacje. Albo chodzi o to, by nas stale zaskakiwać, czyli rządzić poprzez niepokój, co władza może jeszcze zrobić. Na przykład przegłosuje nocą jakąś ustawę. Niby jacyś posłowie ją podpisali, ale nikt jej nie czytał. Nie wiadomo, kto ją stworzył. Tak było z podwyżkami w PRL. Spiker „Dziennika” mętnym głosem wyczytywał o 19.30, że od następnego dnia zdrożeją masło i cukier, a ludzie byli zaskoczeni. Ale jest też druga interpretacja – że rządzi nami ekipa, która ma problemy komunikacyjne; że to po prostu nie są lotni ludzie. Gdy popatrzymy na marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego czy Mariusza Błaszczaka, to oni posługują się jakimś zadziwiającym kodem. Opisują rzeczywistość poprzez hasła, nie potrafią jej zdefiniować, nie używają logicznych, racjonalnych elementów, stosują epitety w opisywaniu przeciwników.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną