Ciut im się zeszło
Już trzy dni po tragicznej nawałnicy w pobliżu największych zniszczeń pojawił się pierwszy przedstawiciel władzy wykonawczej w randze wojewody.

Powiedzmy sobie otwarcie – za straszliwą nawałnicę całą winę ponoszą władze samorządowe województwa pomorskiego i jego mieszkańcy. Urządzić sobie huraganowy kataklizm na początku przedłużonego weekendu, w dodatku tuż przed Świętem Wojska Polskiego, to był szczyt nieodpowiedzialności. Premier Szydło waletowała wtedy u prezydenta w Juracie i namawiała go, by zamienili się miejscami. Dla dobra Rzeczpospolitej, oczywiście. Nad ranem na całym Helu gruchnęła niesprawdzona dotąd wieść, że opór głowy państwa został częściowo przełamany. W tym czasie minister Błaszczak leżał na piasku w pobliżu jakiegoś morza, zaś Antoni M. razem z Wojskami Obrony T. zajęci byli Wniebowzięciem Najświętszej Marii Panny. Krótko mówiąc, rząd robił więcej, niż mógł. Jak zwykle.

Już trzy dni po tragicznej nawałnicy w pobliżu największych zniszczeń pojawił się pierwszy przedstawiciel władzy wykonawczej w randze wojewody. Musiał przejechać 80 km, więc ciut mu się zeszło. Gospodarz pomorskiego Dariusz Drelich (PiS) obejrzał ruiny Rytla i innych wsi, po czym wysłał uspokajający komunikat do rządu: Trzeba pozbierać gałęzie i pozamiatać liście.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną